Kolejny 2009 rok wieńczą jakże oczekiwane Święta Bożego Narodzenia, sylwester. Nie będę się rozczulał nad bieganiną przedświąteczną bo o tym pisze i mówi się wszędzie. Skupiłbym uwagę na magicznych chwilach świąt, a mam tu na myśli Wigilię i Boże Narodzenie. Żeby jednak poczuć te magię trzeba wyłączyć się z problemów dnia codziennego i oddać refleksji Bożego Narodzenia w otoczeniu najbliższych, sensu Wigilii i bycia razem, którego tak brakuje w dni powszednie. Kiedy człowiek przestanie biegać zamartwiając się czy wystarczy Karpia dla wszystkich, maku do placków, kasy na prezenty i nowych bombek na choinkę, a zacznie nadawać na falach sensu Świąt Bożego Narodzenia, piękna Wigilii, kolęd i ciepła rodzinnego przeniesie się do innego świata, który jest o wiele piękniejszy. To tylko zależy od nas czy potrafimy.
Aby tak było potrzebna jest ; szczypta pokory, 10 chwil refleksji, dobry i uzasadniony humor Bożego Narodzenia, kolęd szt. kilka, więź rodzinna bez limitu i pamięć o bliskich bez liku. Podobno wydziela się przy tym pamięć o tych, których kochamy, myślimy, a rozpamiętywać się celowo nie staramy.
Tak to jest, że w dzień Wigilii, chcąc nie chcąc, myśli się o innych i to dobry symptom, bo znaczy to, że „nie myślimy”, a oddajemy się samoistnym refleksjom szukającym swojego miejsca w święta jak nieoczekiwany gość przy wigilijnym stole. Bywa, że niektórzy oprócz zrozumiałej radości dokonują kalkulacji roku, rachunków sumienia, niektórzy przebaczenia, ale przede wszystkim radości i odrodzenia. O to chyba chodzi w Święta, jeśli tak było to znaczy, że Święta przeżyłeś tak jak należy. Na tym również polega magia Świąt. Innym elementem tej magii jest to, że te kilka dni pozwalają się cieszyć i zauważać drugą osobę, często jej problemy, które wciągu roku giną wśród problemów błahych, stwarzanych świadomie bądź nieświadomie przez nas i nasze środowiska.
Święta to często czas podsumowania całego roku czyli osiągnięć, porażek, błędów, nieporozumień, konfliktów, ale i wyciągania z nich wniosków, możliwości naprawy, inicjatyw, budowania więzi, osobistych i zawodowych sukcesów. Dobrze jest nie tylko wyciągnąć wnioski, ale i coś z nimi zrobić. Tu podpowiem; wdrożyć na Nowym Roku w życie i czekać na efekty. Każdy nowy rok to kolejne wyzwania i niespodzianki, które teoretycznie powinniśmy wzbogacić o stare doświadczenia, aby efekty były lepsze. Nie tyle dla nas samych, co dla najbliższych, środowiska, a w efekcie przynoszących same pozytywy nam samym.
Wykorzystajmy dobrze ten okres bo to czas jak mało który, by uporządkować nie tylko dom, ale wszystko co czujemy, że nie jest tak jak powinno i co nas gryzie. To dobry ku temu czas, choć teoretycznie codziennie jest to możliwe, lecz to święta są idealnym momentem.
Jest już Nowy Rok 2010 więc życzę wszystkim tradycyjnie zdrowia, sumienia, które mówi; ” tak, to dobra droga”, przyjaciół niekoniecznie wielu, ale za to szczerych, sił by stawiać czoło tam, gdzie wiadomo, że jest inaczej niż powinno, szczęścia nie tylko głupim, pieniędzy tym którzy w nie wierzą, miłości tym, którzy w nią nie wierzą, radości z błahości, w sklepach niektórym “zeszytu bez limitu”, psom w schronisku dobrych kości, ogólnie radości i z życia przyjemności. Spełnienia marzeń
globalnie oraz szczęścia nieoficjalnie.
Dobrze życzący, w ten nowy czas nadchodzący
.
Święta, Święta …, a Karpia głowa ścięta!
7 Styczeń 2010*Myślenie w cenie!
26 Listopad 2009Mój 4,5 letni syn po powrocie do domu z przedszkola oznajmił, że;… Niektórzy jego koledzy są fajni, a niektórzy nie są fajni. Już mi się wyrywało z ust… ”Coś ty się chłopie z Nelly widział…” kiedy jednak ugryzłem się w język i pomyślałem, że nie wypada. Nie dawało mi to jednak spokoju i kołatało po głowie jak posłanka tak zacnego klubu może mieć tok myślenia przedszkolaka albo na odwrót (zobacz wypowiedź Nelly Rokita w Sejmie). Wolę na odwrót, bo mój syn by urósł do miary posła na sejm, ale co to za miara jak on czasem (coraz częściej) mówi mądrzejsze rzeczy. Refleksja była jeszcze bardziej głębsza bo zacząłem widzieć to czego lepiej nie widzieć, czyli miernoty i poziomu dyskusji-zabierania głosu na mównicy w naszym sejmie 40 milionowego kraju, choć niektórzy się obudzili bo takie żarty nie trafiają się często. Próbowałem zrozumieć to jako żart, ale ni jak na żart mi to nie pasowało. Załamałem się, mało tego, Bóg też został w to wmieszany.
Krytyki brak słów, Janka żal, bo chłopina pewnie się musiał nasłuchać tu i ówdzie na ten temat, a do niedawna był na bilboardach Premierem z Krakowa, takie życie, miłość nie wybiera.
Wracając do tytułu. Pięknie i jakże boleśnie, zdradzając jednocześnie swój oręż medialny podsumował społeczeństwo p. Janusz Palikot, wg którego ok. 5-10 % procent ludzi nie rozumie tego co czyta, podejrzewam, że miał więcej mediów na myśli, dlatego używa tak sugestywnych rekwizytów jak świńska głowa i penis (jak taki cwaniak to mógł swoim wymachiwać) w relacjach z ludźmi.
Szkoda tylko, że tak nisko ocenia ludzi bo ja uważam, że ludzie maja dość rozumu, a przede wszystkim takich polityków, którzy wymachują Bóg wie czym w mediach, robią cyrk i sensacyjkę medialną dla swojej kreacji profanując tak prestiżowe stanowiska w Państwie.
Mała grupka się cieszy. Czy tym odwraca się uwagę publiczną czy nie, tego nie wiem, ale wiem, że poseł ma kasę i czuje się pewny siebie i bawi polityką. Natomiast proponuje panu Palikotowi zrobić badanie (uczciwe) opinii publicznej co sądzą ludzie o jego osobie. Może i dobrze by mu zrobiło takie badanie, o ile weźmie je pod uwagę. Zapewniam, że ludzie nie potrzebują tego typu gadżetów jako form przekazu treści i więcej rozumieją kiedy się do nich mówi ludzkim głosem i do tego prostym, zrozumiałym. Ludziom po prostu nie chce się oglądać takich zachowań bo jest im wstyd za ludzi, którzy ich reprezentują w sejmie, a zachowaniem przypominają panią na biologii lekceważącą uczniów.
Ludzie są mądrzy lub niedoinformowani celowo lub nieumyślnie, bywa że manipulowani (jak mawia moja bardzo uczciwa koleżanka), mają dość robienia z siebie głupków po kolejnych obietnicach bądź sięgając po swoje korzyści dlatego przestają się interesować tym co jest wokół, ze szkodliwością dla swoich środowisk lokalnych. Jeśli taki był cel, to przepraszam.
Toteż apeluje o myślenie. Haczyków, niejasności i innych paskudztw jest pełno tu i ówdzie, ale jedno jest pewne, Bóg podobno obdarzył nas wszystkich rozumem, zwłaszcza te 5-10 % i wolna wolą. Mam wrażenie że wolna wola czasem jest bardziej wykorzystywana niż rozum i jak z tego wynika czasem jest jak jest. Jak powiedzą, że prawie najlepsze na świecie…, to ludzie łykają, jak jest ładnie opakowane to musi być super, jak jest tanie, to musi być do d…., jak mówią w telewizji; to prawda… to musi być prawda.
Trzeba myśleć, gdziekolwiek i kimkolwiek się jest. Czy w sejmie, czy przy rąbaniu drzewa. Obserwować i wnikać. Trzeba myśleć o konsekwencjach tego co się dzieje wokół i kim się jest. Każdy jest wartościowy i każdy może wnieść coś pożytecznego w życie społeczne, pytanie, czy to przemyślane działanie, mądre, odpowiedzialne, czym się kierował, jakich metod używał i jaki to będzie miało efekt końcowy dla innych?
Myślenie zobowiązuje każdego, wcale nie trzeba się zmuszać, wystarczy chwilę się wyciszyć, racjonalnie pomyśleć wg wartości uniwersalnych i spojrzeć na wszystko z różnych punktów widzenia, trochę się zainteresować tym co dzieje się wokół nas. Wszystko co robimy, robimy dla samych siebie, rodzin i bliskich, swoich społeczności. Myślenie zobowiązuje każdego, bo każdy składa się na społeczeństwo. Nie możemy chodzić na łatwiznę, lekceważyć i udawać, że nas to i owo nie interesuje bo za jakiś czas zaczynamy narzekać. Zawsze pełnimy jakąś rolę i za wszystko jesteśmy odpowiedzialni indywidualnie bądź zbiorowo. Nawet nic nie robiąc, jesteśmy odpowiedzialni za stan rzeczy. Bierna postawa nie jest żadnym wyjściem. Myślenie, działalność i odpowiedzialność jest wpisana w nasze życie, jeśli nie dla wymiaru sprawiedliwości, lokalnego środowiska to dla sumienia i Boga, dlatego nie ma wyjścia. Nie jest sztuką nic nie robić i narzekać, sztuką jest powiedzieć zrobiłem, próbowałem, zrobiłem co mogłem i nie udawałem, lepiej lub gorzej. Jak myślałem, pracowałem, kim byłem rozliczy nas najpierw społeczeństwo, a później Ktoś inny, ale na pewno rozliczy…. Jeśli kiedyś przyjdzie nam narzekać na cokolwiek, najpierw zadajmy sobie pytanie co robiłem, gdzie byłem i co mogłem zrobić w tej materii.
*- racjonalne myślenie nie dotyczy stanu permanentnego uniesienia miłosnego i zauroczenia, niemniej jednak nie zwalnia od odpowiedzialności za swoje czyny, w tym ojcostwo.
Polskie odkrycie na skale światową !!!
11 Październik 2009W ostatnim czasie jesteśmy świadkami wielkiego odkrycia. Otóż okazuje się, że odnalazła się Puszka Pandory, której zawartością jest …bieda! Odkrywcami tego są; Grzegorz Schetyna oraz Mirosław Nowak, którzy przed obradami posiedzenia rządu odkryli to stwierdzając jednoznacznie. Nastąpiło to po jej otwarciu – czyli upublicznieniu przez CBA afery hazardowej. Jak to bywa z puszką, dzieje się sporo i nie szybko przyjdzie puszkę zamknąć. O ile się znam na medycynie, to pewnie po wyborach „puszka” się sama zamknie.
Po czym poznać, ze idą wybory?, ano po aferach, 3 lata nic szczególnego się nie dzieje, ale jak się zacznie to już lawinowo i z ofiarami.
…Ktoś już wiedział wcześniej, ale nie powiedział, mógł, ale nie przekazał tej osobie co trzeba, powiedział tyle ile powinien lub chciał i komu chciał. Wiedział jeszcze więcej, ale sobie zostawił. Powinien zrobić inaczej, ale tego nie zrobił, a zrobił ten co wcale nie powinien, a ktoś inny powinien wcześniej zareagować, …ale nie mógł nic zrobić.
I tak dalej.
Tak, zaczynam się martwić, ale przede wszystkim zastanawiać ile naboi komu zostanie (w tej wojnie)
i kto jak długo wytrzyma te walkę, wojnę. To wiedzą najlepiej tylko politycy. Jeszcze rok czasu, a tu taki „Sajgon Pandory”, z telewizora wynika, ze każdy ma rację bo każdy tak mądrze mówi i taki pewny siebie i swego. Każdy interpretuje prawo po swojemu i traktuje hierarchię dokumentów, procedur, uchwał jak chce.
No tak, a gdzie zwykli ludzie?, ile z tego rozumieją. Czy muszą to znosić? Najgorsze jest to, że ci ludzie się przejmują i znowu nie mają ochoty iść na wybory bo i po co? A tyle roboty w Polsce czeka i niech czeka, robota nie zając, nie ucieknie.
Jeszcze jak słyszymy, że walczą Polacy z Polakami i jest wojna Polsko-Polska to już dopiero. Takiego natłoku informacji w tych samych sprawach nie było od dawna, a ludzki (Polski) mózg nie jest jeszcze gotowy na taką intensywność myślenia, tym bardziej, że normalni ludzie myślą logicznie. A trudno jest myśleć logicznie jak ktoś; Mówi o jednym, mając drugie na myśli, a chodzi mu jeszcze o coś innego.
Idzie się pogubić, kto zaczął?, po co?, jakim prawem i czyim kosztem?
Ludzie już nie wiedzą co mają oglądać, komu wierzyć i co o tym wszystkim myśleć. Słuchając tego samego z mediów z różnych punktów widzenia można się zrazić i niestety tak się dzieje. A te jak zwykle mając znakomita pożywkę robią z niej użytek na 100 sposobów.
Cóż pewnie za rok znajdą się cudowne lekarstwa w postaci obiecanek i kiełbasek przedwyborczych,
a my jak zwykle to wszystko łykniemy.
Tak się zastanawiam, ile jeszcze afer jest w zanadrzu bo do wyborów rok czasu i kto to wytrzyma, a stawka wysoka jak stołki i ich możliwości. Dobrze, że siatkarze wygrali miesiąc temu, a nie teraz, bo nikt by prawie nie zauważył ich sukcesu. Skorzystają też piłkarze bo nikt się już nie będzie rozczulał nad porażką kwalifikacji do mś w RPA.
Czeka nas ciężki rok. Jak tak dalej pójdzie to włączymy telewizor, a tu; „Złotohazardowi”, filmy z cyklu „Jednoręki bandyta”, Porady pani Celi z celi; „Jak okradać nie będąc okradanym” Teleturniej „Miliard w gotówce” bądź „Taniec z Gwiazdami Przekrętu”, program dla majsterkowiczów „Przekręć to sam”., a w muzycznych stacjach przebojem stanie się cover „Nie mogę Ci wiele dać, bo sam niewiele mam”
Wszystkim politykom polecam jesienne spacery po górach, tym najbardziej energicznym rąbanie drwa na opał i dużo zdrowia emocjonalnego, dystansu i zdrowego rozsadku do tego co się dzieje wokół. Na deser proponuje uczciwą ankietę wśród przeciętnych ludzi na ulicy „Co o tym myślą”, to może być kwaśny deser, ale za to prawdziwy i uczciwy.
Konserwy z 1983r czy ser pleśniowy hm…? Co za różnica.
25 Wrzesień 2009Jesteśmy świadkami nowej kulinarnej mody jaka ostatnio zapanowała i to poniekąd za sprawą Sanepidu, który dopuścił do obrotu przeterminowane szwedzkie konserwy z 1983 roku, w którym urodziła się Izabela K. z Pcimia. Musze przyznać, że ciężko mi pozbierać myśli bo była mowa o kryzysie, ale tak starych produktów i to z puszki nie jedzono chyba nawet w PRL-u i to w najgorszych czasach. W 1983 r. chodziłem do drugiej klasy, stałem z kartkami w kolejkach, ale mięso jadłem świeże, a nie sprzed 26 lat na Boga!
Oczywiście były badania, jakiś pan z TV „zeżarł” aż dwie puszki i nic mu nie było. Dobrze że zeżarł same puszki bo jakby zjadł zawartość, to być może już pewnie wyciągnął kopyta. Mówią o kryzysie, ale, że taki „pasztet” nam ktoś zaserwuje tego bym się nie spodziewał. No i gdzie trafiają „smakołyki sprzed demokratycznej Polski”, ano do najbiedniejszych, jakież to dziwne prawda?:-); Domy Pomocy Społecznej, Przedszkola i inne jednostki budżetowe. Ja zaproponowałbym pomysłodawcom i innym Dobrodziejom, aby przed kamerami zajadali się tymi przysmakami i podkreślali ich walory, będąc oczywiście podłączonymi do wariografu. Może pomyśleli, że to jest jak z winem, czym starsze, tym lepsze?
Normalnie, nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. A poważne instytucje…., owszem wszystko jest ok., tylko czego dotyczyło badanie?, chyba zawartości rdzy na blasze konserwy.
Uwaga dzieciaki, jak na Mikołaja dostaniecie w prezentach puszki z 1983r. to wiecie co macie zrobić…oddać na złom!
Możemy dziś z podniesionym czołem powiedzieć, że dzięki Szwecji jesteśmy krajem w Europie, który ma swój stary-nowy rarytas. Francja ma spleśniałe sery, ślimaki i stare wino, Niemcy suszoną szynkę i inne mięsa, Japonia Sushi, a my mamy prawie 30 letnie konserwy i jeszcze podobno jak smakują. Smacznego, wolę placki ziemniaczane albo ziemniaki z mlekiem, świeżym mlekiem !
Byliśmy Natarczywi…?
18 Wrzesień 2009Rozbudzone oczekiwania i pewność siebie zamieniły się w kubeł zimnej wody na głowę. Tak pokrótce można skomentować ostatnie wydarzenia dotyczące amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce. Oprócz szczęśliwego Redzikowa i wójta, chyba mało kto w Polsce się cieszy ze względu na gorycz, porażkę z której Rosja uczyniła pośmiewisko Polski i Czech, czerpiąc słodycz, pokazując lwi pazur i „figę z makiem” krajom Europy.
Jest to niewątpliwie sukces przede wszystkim Rosji i Putina, która pomimo „rdzewiejącego arsenału”, była stanowcza i postawiła na swoim. Pokazała gdzie jest jej miejsce i że trzeba się z nią liczyć.
Black prezydent dużego kraju swoje „Yes we can….może sobie….zmienić na „Yes we can…, but only in my country.
To porażka, choćby ze względu na naszą solidarność wobec Iraku, z którego mamy tyle co samochód z pustego baku. Nadgorliwość jest gorsza podobno od faszyzmu, ambicje na wieszak, zakasać rękawy i za gospodarkę się wziąć. Liczyliśmy na wiele, ale zmienia się władza w USA (do niedawna przyjaciół) i poglądy. Irak powinien nas wiele nauczyć. Wizje wygranych przetargów, zlecenia, tania ropa, no i przede wszystkim zniesienie wiz! Zyskaliśmy sporo naprawdę – promocję w USA… Dobrze, że choć żołnierze na misjach dostają pensję powyżej średniej krajowej bo naprawdę ciężko się doszukać korzyści.
Jest to najlepszy dowód, że w polityce oczekiwania i zaufanie można sobie zostawić na drugie danie.
Nabawiliśmy się „Kataru”, a teraz mamy rakiety…ale do tenisa stołowego i to made in China.
Czas zejść na ziemię, zacząć bardziej logicznie patrzyć na to co się dzieję i przestać być dobrym (lecz biednym) wujkiem. Wykorzystać czas kryzysu i budować potęgę gospodarczą, wtedy rozmowa wygladałaby inaczej. Czasy dobrych wujków minęły bezpowrotnie. Ciekawe czy wstępne umowy uwzględniły poczynione koszty Polski w sprawie tarczy?
Jest to kolejny przykład, że duży może więcej i może robić co chce, z kim chce, za ile chce, jeśli zechce i że jeśli chce ma w nosie. Starzy znajomi zawsze powtarzali…”jak Ci się dziewczyna podoba, a ma wielu wielbicieli, to jej nie nadskakuj, prędzej czy później zwróci na Ciebie uwagę” Intensywna miłość do USA ma kiepski finał, następnym razem zaproponowałbym miłość z rozsądku. W tym wypadku to akurat moze przynieść lepsze korzyści dla kraju. Coś w tym jest, trzeba przemyśleć co się chce, z kim się chce i najważniejsze czy jest to w ogóle możliwe oraz bez napalania się, pokazując charakter.
W każdym bądź razie zobaczymy co z tego wyjdzie, według mnie Europa Środkowo-Wschodnia dla USA znów jest tam, gdzie była ok. 10 lat temu, a ofiary i koszty misji zaliczyłbym do kiepskiej kampanii medialnej, aczkolwiek bohaterskiego czynu i ambicji Państwa Polskiego, znającego cenę wolności.
Proponuję postawić na ekspansję schabowego, wódki wyborowej, zgrabnych blondynek, budowniczych (zwłaszcza hydraulików) do zawładnięcia USA.
Dla mnie smutny to dzień bo te wszystkie zabiegi Naszego Państwa – sojusznika, które miały się przekształcić w pewne korzyści zostały wykorzystane do cna, sprowadzone do parteru, a nawet spuszczone z wodą w toalecoie Białego Domu. Słowo sojusznik kosztowało nas oczekiwania, nadzieję i zaangażowanie na lepsze jutro, nie tylko Polski, ale poniekąd świata.
Na pocieszenie zapraszam do Mc Donalda, później do kina na film „Rambo” i oczywiście popcorn, a wieczorem na Black Jacka z coca colą, w tle z muzyką Michaela Jacksona na 20 piętrze hotelu Mariott.
„Pożegnanie z Afryką”, czyli z motyką na słońce.
9 Wrzesień 2009O meczu Polska-Słowenia można pisać i pisać…Nie tyle można, co nawet trzeba skomentować żenujące spotkanie, aczkolwiek są i dobre strony. Do piłkarzy mam najmniejszy żal bo są dobrzy i indywidualności nie brakuje, nawet stanął bym w ich obronie bo wezmą na siebie brzemię, które w mediach, na ulicy i w sklepach ciężko udźwignąć, ale to cena sukcesów i porażek.
Najpierw parę słów od Leo. Jako człowiek racjonalnie myślący, a przeważnie pracujący nad tą formą myślenia, daje ludziom szansę gdy nawalają. Można przegrać, można pomylić się w ustawieniu, można być autokratą, ale ileż można! Jak można w meczach ostatniej szansy z umówmy się gorszą drużyną – mowa o Słowenii (2 zwycięstwa i 2 remisy) ustawić 1 napastnika. No trzeba albo być wcześniej „u fryzjera” albo …wolę nie myśleć. Gdzie duch walki w zespole?, którego siewcą powinien być trener. To wyglądało tak, jakby chłopaki jechali do Dubrownika na wczasy z last minute i zahaczyli o Słowenię w towarzyskim meczu, żeby sprawdzić nowe korki. Trener powinien też mieć honor i jeśli widzi co się dzieje powinien przeprosić, pożegnać się grzecznie i iść na zasłużoną emeryturę. Ciekawe dlaczego w taki, a nie inny sposób została skonstruowana umowa z trenerem, nie ma konkretnych kryteriów, celów, które byłyby motywacją do działania i stawiała warunki trenerowi. Krótko zwięźle i na temat; przypomina mi to przewodnika na wycieczce, który gubi się za drugim zakrętem ulicy i myli autobusy udając, że wszystko jest ok. Dramat bo takiej słabej grupy szybko nie będzie i chyba nie prędko zobaczymy szanse na to, co w Polsce budowało lata patriotyzm, postawy sportowe i było, jest chlubą narodu. Dziś wypadałoby przenieść zainteresowania na koszykówkę, ale to nie sztuka. Prawdziwy kibic będzie cierpiał bo nie wyrzeknie się swojej ulubionej dyscypliny. Oby serca wytrzymały.
Co do piłkarzy to polecam; dojechać na ten Dubrownik, odpocząć, strajkować aż do zmiany trenera, obejrzeć jakiś Polski „Braveheart”, wypłakać się bliskiej osobie na ramieniu, mieć kilka zajęć z psychologiem sportu i zacząć wszystko od nowa, wziąwszy za przykład KS Pcimiankę (Beniaminka 6 ligi – lidera tabeli).
Wspomniałem o tych dobrych stronach, można by pomyśleć, że to tajny plan PZPNu walki z kryzysem. Otóż; przegrywamy mecze, oszczędzamy, oszczędzamy… kupę kasy bo nie jedziemy na mistrzostwa do RPA (dla niewtajemniczonych gospodyń – to państwo w Afryce, organizator przyszłych mistrzostw świata w piłce nożnej). Drugi plus, sponsorzy zaoszczędzone pieniądze na piłce nożnej wydadzą na koszykówkę. No i najważniejsze, będą extra premie dla zarządu i działaczy z PZPN. Leo uciekł przed kryzysem do Polski i czuję się dobrze, bo dobrze płacą i nie zwalniają. Po czwarte zaoszczędzimy nerwów w związku z meczami reprezentacji w RPA, a kasa z biletów wstępu zostanie w kieszeni!,
tylko Słoni żal…..
Ech Kaziu… obyś tego kanału nie oglądał.
Był sobie Generał.
2 Wrzesień 2009Epizod który nie dawno miał miejsce z dymisją generała Skrzypczaka za krytyczną wypowiedź za słabe uzbrojenie Poskich żołnierzy na misjach przypomina mi bohatera romantycznego. Samotna walka w mediach, heroizm w świadomości konsekwencji, miłość do armii i tragedia, jaką jest dymisja dla wojskowego, samotna walka w obronie naszych chłopców na misjach.
W sumie wg mnie miał facet honor lub jaja (jak kto woli) bo nie wierzę, że nie przypuszczał jaki mógł być efekt krytyki i problemy z którymi musieli się sami zmagać, robiąc dobrą minę do złej gry. Kto jak kto, ale wojskowi tak nie mogą ponieważ to nie są politycy, tylko przeważnie odważni ludzie, konkretni, dla których to nie zabawa w chowanego w górach Tora Bora albo postrzelajmy sobie do domków na wzgórzu na „chybił trafił”. Wiedzą dokładnie co robią i gdzie jadą, co świadczy o ich odwadze. Pamiętajmy, że pracują na naszą opinię, patriotyzm oraz są przedstawicielami naszego oręża, które ma piękne tradycje w historii Polski. Generał po prostu nie wytrzymał.
Byłem zaskoczony zachowaniem generała, śmiałą wypowiedzią, którą wiadomo odczytano jako krytykę. Wiedział czym ryzykuje, że posypią się gromy, liczył się obudzą, jesli nie prośbami to za sprawą mediów.
Po prostu dmuchana bańka za sprawą generała pękła. Odkręcano sprawę i w mojej opinii próbowano na generała wpłynąć, aby stonował wypowiedź. Pytanie do wszystkich. Czy wolimy gorzką prawdę? Czy słodkie kłamstwo? Facet ma charakter. Po prostu powiedział NIE ze mną ….te numery i podziękował. Nie miał wyjścia, gdyby został musiał by zmienić postawę, a tego nie zrobił. Poświęcił się i tyle, myślę, że jednak liczył na wsparcie kadry, które niestety bezpośrednio nie nadeszło, choć wiele osób wsparło delikatnie opinię generała, zwłaszcza osób prywatnych. Sięgnął po mocne środki wyrazu i za to zapłacił, również swoją decyzją.
Bilans jednak jest dodatni, są deklaracje dozbrojenia naszych wojsk na obczyźnie i być może uratuje to nie jednemu żołnierzowi zdrowie bądź życie. Jednak dlaczego znów robi się to po czyjejś śmierci, medialnej nagonce etc.
Jest przykre jak ktoś (podobno) lubiany idzie do cywila ze stopniem generalskim.
Brak rozsądku czy odwaga? Stawiałbym na odwagę i świadomość konsekwencji wypowiedzi. Celowe działanie dla dobra swoich podwładnych, którzy stawiają zdrowie i życie dla innych, celów Państwowych i nie ukrywajmy finansowych. Honor to już rzadkość i choć generał do końca nie zachował się elegancko wychodząc przed szereg, intuicja podpowiada mi, iż było to jedyne wyjście. Nie koniecznie słuszne, lecz z pewnością skuteczne. Tak czy inaczej, coś drgnęło i z pewnością przyniesie dobre efekty.
Mój znajomy kilka lat temu będąc na misji w Iraku narzekał na brak uzbrojenia i wspominał, że Amerykanie kręcili ze zdumienia głową patrząc na nasze uzbrojenie i pytali;
„…Czy Wy Polacy jesteście tak głupi, czy naprawdę tak odważni…?.” To było pytanie retoryczne i niech lepiej tak zostanie…
szeregowy
Syndrom ukraińskiego pijaka
27 Sierpień 2009
Po długiej przerwie, niestety mocno zapracowanej (jak to nielogicznie brzmi) zwróciło moją uwagę wiele rzeczy, ale na początek historia jednego człowieka z Ukrainy. W internecie krąży nagranie człowieka, który podczas wywiadu wszedł w kadr i zachowywał się jak pijany. Twarz, oczy oraz zataczanie się wydały na niego wyrok. Film na pierwszy rzut oka śmieszny. Wywiad przeciekł na portal yotube i miał ogromną ilość wejść. Tak oto zasłynęła Ukraina z pijaka na tle kopalni i sam “pijak”.
Jednak jak się okazało po pewnym czasie, ów pijak to nie pijak, tylko niepełnosprawny człowiek, którym opiekuje się matka, a jego schorzenie objawia przypominająco pijanego człowieka do złudzenia. Media, a raczej jakiś żartowniś powiesił film na globalnym portalu.
Efekt jest taki, ze skrzywdzono, wyśmiano, a nawet dobito tego człowieka, jego rodzinę. Zrobiono degenerata, już nie mówiąc o kampanii promocyjnej Ukrainy.
Ogromnej rzeszy ludziom, nie przeszło na myśl kim jest ten człowiek, tylko łykali film jak świeże bułeczki. Najbardziej popisali się dziennikarze, którzy realizowali ten wywiad. Nawet nie chciało im się zainteresować tym pijakiem na początku. Później po protestach rodziny w ramach przeprosin, rekompensaty kupili biednemu człowiekowi DVD czy coś podobnego. Tam jednak jest bieda, muszę przyznać, ale jaką promocję miłą Ukraina, aż strach pomyśleć. Gdyby ich było stać na prawnika (tego mężczyznę i rodzinę) pewnie nieźle by z tego żyli.
Tak łatwo można kogoś zgnoić za pośrednictwem mediów, że aż strach pomyśleć, sknocić życiorys na długie lata, nie biorąc żadnej odpowiedzialności na siebie oprócz ewentualnie moralnej. Teraz trwa straszne odkręcanie sprawy, a gdyby nie była odkręcona hm…?
A tak to choć wpadło DVD, dobre i co…. heh.
Popatrzmy jednak na podobny aspekt, tylko odwrotnie. Ktoś, aby się przypodobać komuś, mówi mu ciągle komplementy, mając na myśli odwrotnie co innego. Podobnie, mając w tym interes, bądź chcąc zdobyć jakiś cel, zabiega o jego względy, a osoba tak naprawdę nie odzwierciedla tych zalet. Osoby chwalonej morale rośnie, wyobraża sobie nie wiadomo co, czuje się super, z tym , że prawda jest całkiem odwrotna. Po pewnym czasie sytuacja się zmienia i co się dzieje? To już nie jest zimny prysznic skoro ta osoba myśli, że jest tym, kim jej wmawiano że jest. Któż z nas nie lubi słuchać komplementów. Gwiazdy mają wysokie mniemanie (przeważnie) o sobie, a różnie jest z tym co sobą prezentują i ich formą zachowań.
Gaśnie gwiazda i co? Jest ciemno! Inna rzeczywistość, trudna i bolesna. Dlatego polecam myślenie, czasem kubeł zimnej wody na głowę, obiektywizm, pokorę i opinie szczerych ludzi, którzy nie mają łatwego życia ze względu na bezpośredniość i czasem gorzką prawdę.
W następnym odcinku; O generale Skrzpczaku
Polska „Rosyjska Ruletka”
17 Lipiec 2009Sam tytuł nasuwa myśl, że chodzi tu o pewne wysokie ryzyko. Chciałbym podzielić się moimi wrażeniami z wakacji, ale nie tylko z pobytu nad samym morzem.
Nastawienie bojowe bo Polskie morze to duma narodowa, historia, ale do finiszu 4 dniowych wakacji jest długa i kręta droga przygód. Mianowicie, żeby zobaczyć morze, z Pcimia trzeba przejechać ok. 700 km tak najprościej licząc. Żeby je pokonać, trzeba przede wszystkim pokonać polskie drogi, które jak wiemy w znikomej części są autostradami i drogami szybkiego ruchu. Pewnie, że każdy przedszkolak o tym wie, nawet Kacper. On już o tym wie, a jeszcze nie prowadzi…
Zaczynamy w Pcimiu. Na początek dobrej zabawy stoimy w koreczku do Krakowa bo wyjeżdżamy w dzień. To jak etap górski; powoli, pod słoneczko, bez klimy. Dojeżdżając do Krakowa czuję się jak w zeszłym roku kiedy dojeżdżałem w Chorwacji do celu. Ze względu na wysoką temperaturę, ale nie ze względu na drogę, bo tam są lepsze, a wojna nie tak dawno się skończyła. Powiedzmy, że wpadamy na płatną A4, płatną pełnowartościowo, a jakże. Jednak za opłatą nie idzie standard autostrady bo znowu są remonty i człowiek się ślimaczy. Czas przejazdu dwa razy dłuższy, ale ulga za remonty się nie należy. Zgodne z prawem, nie zgodne z logiką, cóż z koniem nie można się kopać, przekonał się już jeden ambitny prawnik sądząc się właśnie w tym temacie z właścicielem autostrady, oczywiście przegrywając. Bohater romantyczny; samotna walka, ideały etc., nie te czasy bracie! Jedziemy dalej, trasa na Łódź jest w miarę ok., ale niespodziankami są „ślepe” fotoradary. To jest dopiero „rosyjska ruletka”, zrobi zdjęcie czy nie zrobi? Oto jest pytanie (Szekspir gdyby mieszkał w Polsce tak by pewnie pytał) , człowiek hamuje przed fotoradarem, a inni wymijają z uśmieszkiem na ustach na pełnym gazie. Przy niektórych fotoradarach niektórzy potulnie zwalniają, a przy innych tną ile fabryka dała. Widać po tym kto przyjezdny. Człowiekowi na obcym terenie dochodzi quiz, pstryknęli czy nie pstryknęli, tylko, że tu się ewentualnie przegrywa. Niestety gdyby przy każdym zwalniać, to do Gdańska jechałoby się dwa razy dłużej. Najgorsze jest to, że takie hamowanie powoduje zagrożenie ruchu drogowego bo niektórzy zaskoczeni, rozpędzenie kierowcy (nad morze) hamują, aż zalatuje gumą. Po drodze wymyśliłem pewne rozwiązanie i zarazem pomysł dla Policji z czystego egoizmu, aby zaoszczędzić na nerwach i skupić się na jeździe zamiast na fotoradarach o mandatach już nie wspominając. Mianowicie gdyby tak Policja podjęła kredyt i zainwestowała we wszystkie fotoradary – atrapy, tak jak się należy, to pewne rzeczy byłyby proste; każdy miałby pewność, że jak jest fotoradar, to za przekroczenie prędkości zapłaci mandat, po drugie mniej stresu, po trzecie mniej wypadków, bo wiadomo że jest fotoradar. Po czwarte Policja nie musiałaby łapać na ręczny pistolet w odległości kilkunastu metrów od fotoradarów, jak to było po drodze do Gdańska, po piąte każdy mandat pozyskany z kredytowanych fotoradarów , spłacał by kredyt, zamiast tego, dziś niektórzy śmigają koło atrap grubo ponad setkę i się śmieją, a łamią prawo i nic za to nie płacą. Tylko kto da kredyt?
Cóż po trzeciej kontroli i jednym mandacie za Łodzią zastanawiałem się czy dojadę do Gdańska i wrócę do Pcimia z prawem jazdy. Poczułem miasto Policyjne i oddech stróżów prawa na plecach, tu też była adrenalina, ale były też sympatyczne sytuacje.
Kolejne atrakcje to oczywiście drogi i oznakowania, objazdy. Człowiek jak musi sobie poradzić jakoś, to sobie po prostu radzi. Dziury na drogach były przeróżne, oddają z pewnością różnorodność krajobrazową naszego pięknego kraju. Kilka razy o mało nie straciłem podwozia, kół nie pogubiłem, ale po drodze wymyśliłem świetną grę komputerową, która na pewno byłaby bestsellerem. Otóż gra polega na tym, że kierujący na drodze gubi koła, łapie gumę, szuka warsztatu, pojazdem musi omijać dziury, mniejsze, większe, szerokie wąskie, które pojawiają się jak duchy. Taka zręcznościowa gra, tylko, że na komputerze, a nie naprawdę. Mało tego, można by takie odcinki wprowadzać do komputera, ćwiczyć na grze, a później ruszać w trasę z zmysłem i sprawnością Roberta Kubicy pokonywać te odcinki. Wtedy nie trzeba by było spieszyć się z łataniem dziur na wiosnę, gorzej z aktualizacjami gier. Punktacja w grze oczywiście za czas przejazdu, pomysł i niskie usterki. Gdyby tak jeszcze zrobić symulator tej gry, to szkoły jazdy miały by o połowę mniej pracy. Ale najbardziej mrożące krew w żyłach jest wyprzedzanie na drogach krajowych, ach ta myśl zdąże czy nie zdąże na trzeciego, wpłaciłem ratę za ubezpieczenie na życie czy nie?
Zanim się dojedzie do Gdańska trzeba podjąć się kilkanaście razy wyprzedzania w takich warunkach, a jakie atrakcje podczas wyprzedzania, to czasem szkoda pisać. Każdy kierowca przyzna, że nie raz się spocił przy takich manewrach. Te atrakcje są w kraju gratis. No jeśli ktoś chce jechać za ciągnikiem przez dłuższy czas to może, ale to jest też stresujące. Mogę śmiało napisać, że mi się udało, ale nie podczas wyprzedzania, tylko kiedy roześmiana pani centralnie pakowała się w mój prawy bok.
No i jest morze ukochane po 9 godz. jazdy. Hm…cudownie, tylko jakoś zimno. Cóż, nie jestem szczęściarzem wiec 14 stopni oraz 3 dni deszczowe na 4 wszystkich hartuje człowiekowi charakter i zaczyna się praca nad emocjami. Cóż zawsze można pozwiedzać, a jest co. Nie mogę zrozumieć jednak jednej rzeczy, a mianowicie dodatkowej opłaty za ubikację w niektórych restauracjach i barach, których byłem klientem. Jest to po prostu głupie bo uzasadnienie ekonomiczne jest po prostu śmieszne. Kiedy skończy się takie myślenie?
Taką przykrą promocję za granicą i w Polsce mamy zagwarantowaną gratis. To jak z świetną organizacją grilla ze spaloną kiełbasą.
Cóż, może i morze jest fajne, ale pogoda to też ruletka. Człowiek pół wieczoru marzy o słońcu, którego na południu jest mnóstwo i ceny nie odbiegają, nawet jest taniej, a tu pogoda barowa. Patriotyzm ma swoją cenę panie Jacku, ale tak trzeba, powtarzam sobie.
Patriotyzm, patriotyzmem, ale już Was górale za tą ubikację w restauracji podliczą w Zakopanym…
Reasumując w Polsce przygód nie brakuje, jedno jest pewne, jest to tak niepowtarzalny kraj i czasem tak niezrozumiały, że to już gruba atrakcja, a gdzie zabytki, ciekawi ludzie…
Podczas powrotu, wspominając miło wyjazd i wujka Władka, myślę, że każdy Polak zanim wyruszy na podbój południa Europy powinien pobyć nad Polskim morzem, poczuć historię Pomorza.
Pomimo „polskiej ruletki”, prawa jazdy nie zabrali, kół nie pogubiłem, był dzień pogody i statystycznie odbierałem mniej telefonów niż zwykle. Nie ma co narzekać, Pomorze jak i plaże są wyjątkowe, a rzeczywistość sami kreujemy więc róbmy to mądrze i przyszłościowo. Cały kraj jest piękny i ciekawy, a słowa Andrzeja Jędryska – kapelmistrza orkiestry z Skomielnej Czarnej i Bogdanówki niech będą przesłaniem
–„ Najważniejsze żebyśmy tylko zdrowi byli…”
Umarł Król…
27 Czerwiec 2009
„Umarł król, niech żyje król”. Niestety nie można tak powiedzieć. Umarł Król Popu, choć kulisy jego śmierci mogą być przeróżne od ostatniej wersji zawału serca.
Nie można powiedzieć, „niech żyje król” bo na dzień dzisiejszy nie ma nikogo, kto mógłby dorównać Michaelowi Jacksonowi.
Odszedł człowiek, fenomen, prekursor pewnych trendów, jak choćby tańca, symbol epoki, maszyna do zarabiania pieniędzy, natchnienie przyszłych pokoleń, ale też nieszczęśliwy człowiek, zagubiony, oderwany momentami od życia, poszukujący czegoś.
Ja zapamiętam go jako fenomen, dla mnie był to niekwestionowany król muzyki, artysta, który kształtował nie tylko młode pokolenia, ale miał sympatyków różnym wieku. Niepowtarzalny przekaz artystyczny, jego osobowość, taniec porywał miliony ludzi na globie pod każdą szerokością geograficzną. Niestety zrujnowane dzieciństwo, praca ponad siły, sława, pieniądze ponad miarę, mają swoją cenę, bardzo wygórowaną. Artysta stworzył swój świat, zamknął się w nim, jego operacje i tryb życia nie pozwolił na więcej.
Bilety na 50 koncertów, które miały się wkrótce odbyć sprzedały się jak ciepłe bułeczki. Zaskoczyła mnie tylko wiadomość, że człowiek opływający w luksusy prowadzi, życie ponad stan i ma 200 mln długu.
Nasuwa mi się refleksja, że w życiu musi być jakaś harmonia, umiarkowanie, ład, a nadmiar luksusu, może być większym zagrożeniem i złem niż bieda. Zastanawia mnie, czy warto mieć tak wiele, by tak wiele stracić. Człowiek zmienia się, z pewnością sława i pieniądze gdyby się przyjrzeć bardziej stwarzają problemy i mają wpływ negatywny. Jak widać pieniądze szczęścia nie dają, choć niektórzy twierdzą, że nie pieniądze, a udane zakupy.
Michael odszedł po 50 latach życia. Cóż, każdego to kiedyś z nas spotka, ale czym więcej o tym myślimy, tym bardziej cieszymy się z błękitu nieba i ciepła słonecznego. Życie to niepowtarzalne zjawisko, dar, które się nie powtórzy, ale kto ma czas o tym pamiętać…
Z pewnością wiele jeszcze dni upłynie, zanim temat śmierci ucichnie. Jedno jest pewne, była to osobowość kontrowersyjna, nie mniej jednak talent i wkład Michaela Jacksona w historię muzyki jest tak bezcenny, że powinniśmy go zapamiętać takim, jakim był w najlepszych czasach i od czasu do czasu posłuchać jego płyt. Nie sztuką jest krytykować, sztuką jest doceniać.
Fan