Archiwum z Październik 2010

Wybory samorządowe nie dla idiotów!

środa, 13 Październik 2010
Wybory samorządowe 2010 nie dla idiotów
Tytuł mam nadzieje zmotywuje do czytania tych, którzy nie czują się idiotami. A Ci którzy nie czują się to 99,8 procent. Podkreślam, nie czują.
Inspiracją tego wywodu jest stwierdzenie jednego pisarza, …że jak człowiek pisze normalnie, merytorycznie to ludzie nie czytają, a jak napiszę z dowcipem, trochę kpiąco to ludzie chętnie czytają, ba, nawet rozumieją o co chodzi. Podobnie myśli jeden z francuskich specjalistów od kampanii, którego zapytano do kogo kieruje swoją kampanię, stwierdził jednoznacznie, że do idiotów.
Podobno tylko ok. 6% ludzi nie daje się nabierać na populistyczne obiecanki, wysuwa merytoryczne wnioski podczas wyborów, a kampania i zabiegi wizerunku politycznego nie działają. Przykre, ale niestety prawdziwe. Cóż świadczy to tylko o społeczeństwie. A najbardziej przykre jest to, że ludzie którzy mają kierować i brać odpowiedzialność za społeczeństwo, często żerują na nieświadomych (często celowo nieuświadamianych) ludziach opowiadając im głodne kawałki, o tym co zrobią i jak to będzie cudownie. Ale człowiek istota słaba lubi bajki, słodycze i słodkie kłamstwa. Tego nie można zmienić, ale trzeba koniecznie ograniczyć.
Metody agitacji mogą  być różne od obiecanek, poprzez robienie drogi do jednego domu, bądź negatywną kampanię. Nie ważne są metody, ważny jest cel i oczywiście ci, którym się coś obiecało w czasie kampanii.
Póki nie będzie odpowiedzialności za „politykę”, dopóty będą się tłumy pchały. Niestety chcąc nie chcąc każdy bierze za wybory odpowiedzialność poprzez realia jakie przyniesie następstwo wyborów, których efektem nie jest teraźniejszość, a przyszłość. Pytanie tylko kiedy (po jakim czasie) to nastąpi, w jakiej skali i na jaką stronę korzyści czy strat dla społeczeństwa. Trudno dawać rady, ale jedno jest pewne, jeśli nie wybierzemy uczciwie, tylko z różnych osobistych pobudek, bądź na zasadzie „totolotka”, wtedy może być bardzo źle. Proponuję kierować się podczas kampanii rozumem, przyszłościowym myśleniem i obiektywnym spojrzeniem na kandydata, jego dorobek. Zadawać duuużo pytań, wsłuchując się dobrze w odpowiedzi. Czyli najprościej mówiąc, nie bądźmy idiotami, nie dajmy się robić w balona i przede wszystkim idźmy do wyborów. Na koniec przypomina mi się jak mama mówiła; …dzieci drogie, uważajcie na panów, którzy rozdają cukierki i są bardzo mili, oni nie mają dobrych zamiarów…
Dziś wiem, że na populistów i demagogów trzeba równie uważać jak kiedyś oraz to, że chleb jest z pracy, Mikołaj przychodzi raz w roku i to 6 grudnia, a bajki choć się dobrze kończą są nieprawdziwe.
Wolę tych, którzy obiecują ciężką pracę, mają dorobek i są uczciwi w tym co robią. Jeszcze tacy są, trzeba dobrze poszukać.
Tytuł mam nadzieje zmotywuje do czytania tych, którzy nie czują się idiotami. A Ci którzy nie czują się to 99,8 procent. Podkreślam, nie czują.
Inspiracją tego wywodu jest stwierdzenie jednego pisarza, …że jak człowiek pisze normalnie, merytorycznie to ludzie nie czytają, a jak napiszę z dowcipem, trochę kpiąco to ludzie chętnie czytają, ba, nawet rozumieją o co chodzi. Podobnie myśli jeden z francuskich specjalistów od kampanii, którego zapytano do kogo kieruje swoją kampanię, stwierdził jednoznacznie, że do idiotów.
Podobno tylko ok. 6% ludzi nie daje się nabierać na populistyczne obiecanki, wysuwa merytoryczne wnioski podczas wyborów, a kampania i zabiegi wizerunku politycznego nie działają. Przykre, ale niestety prawdziwe. Cóż świadczy to tylko o społeczeństwie. A najbardziej przykre jest to, że ludzie którzy mają kierować i brać odpowiedzialność za społeczeństwo, często żerują na nieświadomych (często celowo nieuświadamianych) ludziach opowiadając im głodne kawałki, o tym co zrobią i jak to będzie cudownie. Ale człowiek istota słaba lubi bajki, słodycze i słodkie kłamstwa. Tego nie można zmienić, ale trzeba koniecznie ograniczyć.
Metody agitacji mogą  być różne; od obiecanek, poprzez robienie drogi do jednego domu, bądź negatywną kampanię i zatrudnienie tzw. mizdrzycieli (delikatnie pisząc). Nie ważne są metody, ważny jest cel i oczywiście ci, którym się coś obiecało w czasie kampanii.
Póki nie będzie odpowiedzialności za „politykę”, dopóty będą się tłumy pchały. Niestety chcąc nie chcąc każdy bierze za wybory odpowiedzialność. Realia jakie przyniesie następstwo wyborów, dotknie nas wszystkich. Efekty nie bedą teraz, a w przyszłości. Pytanie tylko kiedy (po jakim czasie) to nastąpi, w jakiej skali i na jaką stronę korzyści czy strat dla społeczeństwa. Trudno dawać rady, ale jedno jest pewne, jeśli nie wybierzemy uczciwie, tylko z różnych osobistych pobudek, obiecanek, bądź na zasadzie „totolotka”, wtedy może być bardzo źle. Proponuję kierować się podczas kampanii rozumem, przyszłościowym myśleniem i obiektywnym spojrzeniem na kandydata, jego dorobek. Zadawać duuużo pytań, wsłuchując się dobrze w odpowiedzi. Czyli najprościej mówiąc, nie bądźmy idiotami, nie dajmy się robić w balona i przede wszystkim idźmy do wyborów. Na koniec przypomina mi się jak mama mówiła; …dzieci drogie, uważajcie na panów, którzy rozdają cukierki i są bardzo mili, oni nie mają dobrych zamiarów…
Dziś wiem, że na populistów i demagogów trzeba równie uważać, jak kiedyś. Chleb jest z ciężkiej pracy, Mikołaj przychodzi raz w roku i to 6 grudnia, a bajki choć się dobrze kończą są nieprawdziwe.
Wolę tych, którzy obiecują ciężką pracę, mają dorobek i są uczciwi w tym co robią. Jeszcze tacy są, trzeba dobrze poszukać, to wszystko zależy od nas samych.