Archiwum z Maj 2010

Takiego wała!

środa, 26 Maj 2010

Coś ostatnio nam się nie powodzi. Katastrofa lotnicza, powódź, a niektórzy kibice dorzucają i główkę Jopa. Nie ma co, los nas Polaków ostatnio nie rozpieszcza. Testuje, upomina i jak mówi nie jedna babcia; …karze za pychę. Ja tam zwalam na wulkan, jest daleko i nie odpyskuje. Zawsze można zwalić też na deszcz. Przewalone jednym słowem.

Kolejna powódź dała do zrozumienia wielu ludziom, że rozsądek i bezpieczeństwo powinny brać górę nad rzeczami drugiej kategorii i dobrami doczesnymi. Ktoś tu coś zawalił. Z powodzią jest wiele związanych ciekawych powiedzonek jak np. „Robienie wałów”. Może to mieć różnorakie znaczenie i niekoniecznie kojarzyć się z wielką wodą, ale może mieć ogromne znaczenie w przyszłości i konfrontacji z wielką wodą. Poza tym być tak częstym zjawiskiem jak deszcz.
Jednak jest coś gorszego niż robienie wałów. Jest to robienie wała z kogoś przy robieniu wałów. Ooo, to już poważna sprawa, bo to może skończyć się już poważnym wtopieniem. Wtopić można też wtedy, kiedy przy „robieniu wałów” na śliskim gruncie z kimś bliskim, skacze się i pływa się po głębokiej wodzie. Wtedy  trzeba bardzo uważać bo „tonący brzytwy się chwyta”, a może i pod wodę wciągnąć. Można się wodą zachłysnąć. Po czymś takim można zostać obrzuconym błotem, a nawet przymulonym na lata. Wtedy zaczyna grunt usuwać  się spod nóg, pół biedy kiedy człowiekowi ma kto rękę podać i uda się uniknąć bagna. Nie wolno “robić wałów” jak się jest zalanym, bo rozmywa się rzeczywistość i traci przezroczystość sprawy. Mój znajomy był tak zalany podczas powodzi, że trzeźwiał dwa dni. Po prostu nawalił. Mówił, że chciał się odkazić bo w kranie brudna woda szła. To nie przelewki.
Przewalone, jednym słowem, jedni „robią wały, a inni bronią wałów i dobytku”. Takie życie. Na pocieszenie dodam, że „Co cię nie zabiję, to cię wzmocni!”. Nie damy się hej! Takiego wała!

Niechciane dzieci.

środa, 12 Maj 2010
Od ostatniego wpisu trochę się zmieniło, ale czy na lepsze? Niestety nie. To moje osobiste zdanie i tyle.
Sprawa która mnie ostatnio nie tyle zbulwersowała co zasmuciła to ilość porzuceń niechcianych dzieci. Tylko na przestrzeni kilku tygodni media podały kilka przypadków. Najbardziej smutny chyba pogrzeb 1,5 rocznego chłopca, który został znaleziony w jeziorze koło Cieszyna, później chłopiec porzucony w parku z kilkoma słodyczami znaleziony przez rowerzystę, aż wreszcie noworodek – wcześniak w reklamówce na którymś z lotnisk. To zapewne nie wszystkie przypadki. To dramat naszego społeczeństwa, patologia, ale przede wszystkim problem, któremu trzeba przeciwdziałać.
Jestem w stanie zrozumieć patologię, o ile ją można zrozumieć, ale jako „nowy” ojciec nie mogę zrozumieć dlaczego w taki sposób człowiek może pozbywać się „kawałka siebie”. Jeśli kogoś nie chcę, to wcale nie muszę postępować w ten sposób. Wiem jak niektórzy ludzie bardzo starają się o dzieci i nie mogą ich mieć, a niektórzy ten dar tak nikczemnie traktują.
Najgorsze jest to, że przypadki się mnożą. Byłem kiedyś wolontariuszem w domu dziecka i było to ogromne przeżycie mentalne, osobiste. Dzieci które nikomu nic nie wyrządziły, bezbronne, znalazły się tam odcięte od  rodziców z różnych powodów. Wiele z dzieci nie cieszyły nowe zabawki, pyszne batoniki, gry etc. Niektóre cały czas czekały na rodziców i to było dla nich najważniejsze. Każdy przejaw uczucia dla tych dzieci był dla nich wspaniały, ale nic nie zastępowało nawet krótkiego kontaktu z rodzicem, nawet tym dotkniętym choroba alkoholową, czy nawet przeszłością kryminalną.
Najgorsze jest to, że dzieciom tym przykleja się łatkę kryminalistów, trudnych, etc. Tylko ze względu na to gdzie się znalazły, a nie kim są. Oczywiście, że zdarzały się trudne dzieci i młodzież, ale mnóstwo dzieciaków jest fantastycznych, których start w dorosłe życie jest dużo trudniejszy. W szkołach często są dziećmi drugiej kategorii w oczach rówieśników, a bywa, że nawet nauczycieli.
Tak czasem jest, że nie doceniamy tego co mamy albo doceniamy kiedy już tracimy. Dzieci podobno to najlepsza inwestycja (kuzyn twierdzi, że najdroższa, ale to chyba dlatego, ze mocno w nie inwestuje), ale przekonujemy się chyba o tym dopiero kiedy jesteśmy dziadkami i najlepiej kiedy wszyscy przyjeżdżają na wigilię. Wtedy widać sens życia, a o życie tu chodzi, godne życie, zwłaszcza dzieci.
TymoteuszOd ostatniego wpisu trochę się zmieniło, ale czy na lepsze? No jasne, że tak!
Jednak sprawa która mnie ostatnio nie tyle zbulwersowała co przeraziła to ilość porzuceń niechcianych dzieci. Tylko na przestrzeni kilku tygodni media podały kilka przypadków. Najbardziej smutny chyba pogrzeb 1,5 rocznego chłopca, który został znaleziony w jeziorze koło Cieszyna, później chłopiec porzucony w parku z kilkoma słodyczami znaleziony przez rowerzystę, aż wreszcie noworodek – wcześniak w reklamówce na którymś z lotnisk. To zapewne nie wszystkie przypadki. To dramat naszego społeczeństwa, patologia, ale przede wszystkim problem, któremu trzeba przeciwdziałać.
Jestem w stanie zrozumieć patologię, o ile ją można zrozumieć, ale jako „nowy” ojciec nie mogę zrozumieć dlaczego w taki sposób człowiek może pozbywać się „kawałka siebie”. Jeśli kogoś nie chcę, to wcale nie muszę postępować w ten sposób. Wiem jak niektórzy ludzie bardzo starają się o dzieci i nie mogą ich mieć, a niektórzy ten dar tak nikczemnie traktują.
Najgorsze jest to, że przypadki się mnożą. Byłem kiedyś wolontariuszem w domu dziecka i było to ogromne przeżycie mentalne, osobiste. Dzieci które nikomu nic nie wyrządziły, bezbronne, znalazły się tam odcięte od  rodziców z różnych powodów. Wiele z dzieci nie cieszyły nowe zabawki, pyszne batoniki, gry etc. Niektóre cały czas czekały na rodziców i to było dla nich najważniejsze. Każdy przejaw uczucia dla tych dzieci był dla nich wspaniały, ale nic nie zastępowało nawet krótkiego kontaktu z rodzicem, nawet tym dotkniętym choroba alkoholową, czy nawet przeszłością kryminalną.
Najgorsze jest to, że dzieciom tym przykleja się łatkę kryminalistów, trudnych, etc. Tylko ze względu na to gdzie się znalazły, a nie kim są. Oczywiście, że zdarzały się trudne dzieci i młodzież, ale mnóstwo dzieciaków jest fantastycznych, których start w dorosłe życie jest dużo trudniejszy. W szkołach często są dziećmi drugiej kategorii w oczach rówieśników, a bywa, że nawet nauczycieli.
Tak czasem jest, że nie doceniamy tego co mamy albo doceniamy kiedy już tracimy. Dzieci podobno to najlepsza inwestycja (kuzyn twierdzi, że najdroższa, ale to chyba dlatego, ze mocno w nie inwestuje), ale przekonujemy się chyba o tym dopiero kiedy jesteśmy dziadkami i najlepiej kiedy wszyscy przyjeżdżają na wigilię. Wtedy widać sens życia, a o życie tu chodzi, godne życie, zwłaszcza dzieci.