Na dobrą sprawę można wyrzucić podręczniki szkolne bo jak mam mojemu ciekawskiemu synowi wytłumaczyć że wg Unii Europejskiej ślimak to ryba, pomimo tak poważnych różnic? No nie dam radę bo syn pomyśli, że albo oszalałem albo nie uczyłem się w szkole. W ostatnim tygodniu wydałem 50 zł na encyklopedie dla dzieci i jak mu wytłumaczę, że to ja mam racje, a nie encyklopedia?
Hm…, mam mu wytłumaczyć procedury UE oraz lobbing Francji? To może oni sami mu to wytłumaczą i to po Polsku, ale co na to inni? Tak poważniej, to są jaja! To piękne jak w imię prawa można zmienić białe w czarne, a czarne w białe. Ciekaw jestem ile te zmiany będą kosztować bo pokusiłbym się o tezę, ze więcej niż ta dotacja, dofinansowanie do francuskich „ryb”, które suną 48 m na godz.
To się nazywa siła przebicia! Albo śliski temat. Ślimaki wam tego nie zapomną. A mam na koniec takie małe pytanie, takie maleńkie, jak ślimak. Czy po prostu nie można było po prostu zrobić klauzule, zarządzenie, gwiazdkę, że ślimak jako twór trudno kwalifikujący się do dofinansowania z mocnymi plecami Francji po prostu zostaje dofinansowany? Mały zapisik, a nie robienie ludziom wody z mózgu, kompromitowanie się i kombinacje alpejskie w iście francuskim stylu, zmieniając formalnie postać rzeczy w tak ważnej instytucji. Cóż, ciekawe kogo teraz będziemy nazywali ślimakiem? Na pewno nie Justynę Kowalczyk i Roberta Kubicę, ale czy Kacper to zrozumie? Hm.