Jesteśmy świadkami nowej kulinarnej mody jaka ostatnio zapanowała i to poniekąd za sprawą Sanepidu, który dopuścił do obrotu przeterminowane szwedzkie konserwy z 1983 roku, w którym urodziła się Izabela K. z Pcimia. Musze przyznać, że ciężko mi pozbierać myśli bo była mowa o kryzysie, ale tak starych produktów i to z puszki nie jedzono chyba nawet w PRL-u i to w najgorszych czasach. W 1983 r. chodziłem do drugiej klasy, stałem z kartkami w kolejkach, ale mięso jadłem świeże, a nie sprzed 26 lat na Boga!
Oczywiście były badania, jakiś pan z TV „zeżarł” aż dwie puszki i nic mu nie było. Dobrze że zeżarł same puszki bo jakby zjadł zawartość, to być może już pewnie wyciągnął kopyta. Mówią o kryzysie, ale, że taki „pasztet” nam ktoś zaserwuje tego bym się nie spodziewał. No i gdzie trafiają „smakołyki sprzed demokratycznej Polski”, ano do najbiedniejszych, jakież to dziwne prawda?:-); Domy Pomocy Społecznej, Przedszkola i inne jednostki budżetowe. Ja zaproponowałbym pomysłodawcom i innym Dobrodziejom, aby przed kamerami zajadali się tymi przysmakami i podkreślali ich walory, będąc oczywiście podłączonymi do wariografu. Może pomyśleli, że to jest jak z winem, czym starsze, tym lepsze?
Normalnie, nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. A poważne instytucje…., owszem wszystko jest ok., tylko czego dotyczyło badanie?, chyba zawartości rdzy na blasze konserwy.
Uwaga dzieciaki, jak na Mikołaja dostaniecie w prezentach puszki z 1983r. to wiecie co macie zrobić…oddać na złom!
Możemy dziś z podniesionym czołem powiedzieć, że dzięki Szwecji jesteśmy krajem w Europie, który ma swój stary-nowy rarytas. Francja ma spleśniałe sery, ślimaki i stare wino, Niemcy suszoną szynkę i inne mięsa, Japonia Sushi, a my mamy prawie 30 letnie konserwy i jeszcze podobno jak smakują. Smacznego, wolę placki ziemniaczane albo ziemniaki z mlekiem, świeżym mlekiem !
Archiwum z Wrzesień 2009
Konserwy z 1983r czy ser pleśniowy hm…? Co za różnica.
piątek, 25 Wrzesień 2009Byliśmy Natarczywi…?
piątek, 18 Wrzesień 2009Rozbudzone oczekiwania i pewność siebie zamieniły się w kubeł zimnej wody na głowę. Tak pokrótce można skomentować ostatnie wydarzenia dotyczące amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce. Oprócz szczęśliwego Redzikowa i wójta, chyba mało kto w Polsce się cieszy ze względu na gorycz, porażkę z której Rosja uczyniła pośmiewisko Polski i Czech, czerpiąc słodycz, pokazując lwi pazur i „figę z makiem” krajom Europy.
Jest to niewątpliwie sukces przede wszystkim Rosji i Putina, która pomimo „rdzewiejącego arsenału”, była stanowcza i postawiła na swoim. Pokazała gdzie jest jej miejsce i że trzeba się z nią liczyć.
Black prezydent dużego kraju swoje „Yes we can….może sobie….zmienić na „Yes we can…, but only in my country.
To porażka, choćby ze względu na naszą solidarność wobec Iraku, z którego mamy tyle co samochód z pustego baku. Nadgorliwość jest gorsza podobno od faszyzmu, ambicje na wieszak, zakasać rękawy i za gospodarkę się wziąć. Liczyliśmy na wiele, ale zmienia się władza w USA (do niedawna przyjaciół) i poglądy. Irak powinien nas wiele nauczyć. Wizje wygranych przetargów, zlecenia, tania ropa, no i przede wszystkim zniesienie wiz! Zyskaliśmy sporo naprawdę – promocję w USA… Dobrze, że choć żołnierze na misjach dostają pensję powyżej średniej krajowej bo naprawdę ciężko się doszukać korzyści.
Jest to najlepszy dowód, że w polityce oczekiwania i zaufanie można sobie zostawić na drugie danie.
Nabawiliśmy się „Kataru”, a teraz mamy rakiety…ale do tenisa stołowego i to made in China.
Czas zejść na ziemię, zacząć bardziej logicznie patrzyć na to co się dzieję i przestać być dobrym (lecz biednym) wujkiem. Wykorzystać czas kryzysu i budować potęgę gospodarczą, wtedy rozmowa wygladałaby inaczej. Czasy dobrych wujków minęły bezpowrotnie. Ciekawe czy wstępne umowy uwzględniły poczynione koszty Polski w sprawie tarczy?
Jest to kolejny przykład, że duży może więcej i może robić co chce, z kim chce, za ile chce, jeśli zechce i że jeśli chce ma w nosie. Starzy znajomi zawsze powtarzali…”jak Ci się dziewczyna podoba, a ma wielu wielbicieli, to jej nie nadskakuj, prędzej czy później zwróci na Ciebie uwagę” Intensywna miłość do USA ma kiepski finał, następnym razem zaproponowałbym miłość z rozsądku. W tym wypadku to akurat moze przynieść lepsze korzyści dla kraju. Coś w tym jest, trzeba przemyśleć co się chce, z kim się chce i najważniejsze czy jest to w ogóle możliwe oraz bez napalania się, pokazując charakter.
W każdym bądź razie zobaczymy co z tego wyjdzie, według mnie Europa Środkowo-Wschodnia dla USA znów jest tam, gdzie była ok. 10 lat temu, a ofiary i koszty misji zaliczyłbym do kiepskiej kampanii medialnej, aczkolwiek bohaterskiego czynu i ambicji Państwa Polskiego, znającego cenę wolności.
Proponuję postawić na ekspansję schabowego, wódki wyborowej, zgrabnych blondynek, budowniczych (zwłaszcza hydraulików) do zawładnięcia USA.
Dla mnie smutny to dzień bo te wszystkie zabiegi Naszego Państwa – sojusznika, które miały się przekształcić w pewne korzyści zostały wykorzystane do cna, sprowadzone do parteru, a nawet spuszczone z wodą w toalecoie Białego Domu. Słowo sojusznik kosztowało nas oczekiwania, nadzieję i zaangażowanie na lepsze jutro, nie tylko Polski, ale poniekąd świata.
Na pocieszenie zapraszam do Mc Donalda, później do kina na film „Rambo” i oczywiście popcorn, a wieczorem na Black Jacka z coca colą, w tle z muzyką Michaela Jacksona na 20 piętrze hotelu Mariott.
„Pożegnanie z Afryką”, czyli z motyką na słońce.
środa, 9 Wrzesień 2009O meczu Polska-Słowenia można pisać i pisać…Nie tyle można, co nawet trzeba skomentować żenujące spotkanie, aczkolwiek są i dobre strony. Do piłkarzy mam najmniejszy żal bo są dobrzy i indywidualności nie brakuje, nawet stanął bym w ich obronie bo wezmą na siebie brzemię, które w mediach, na ulicy i w sklepach ciężko udźwignąć, ale to cena sukcesów i porażek.
Najpierw parę słów od Leo. Jako człowiek racjonalnie myślący, a przeważnie pracujący nad tą formą myślenia, daje ludziom szansę gdy nawalają. Można przegrać, można pomylić się w ustawieniu, można być autokratą, ale ileż można! Jak można w meczach ostatniej szansy z umówmy się gorszą drużyną – mowa o Słowenii (2 zwycięstwa i 2 remisy) ustawić 1 napastnika. No trzeba albo być wcześniej „u fryzjera” albo …wolę nie myśleć. Gdzie duch walki w zespole?, którego siewcą powinien być trener. To wyglądało tak, jakby chłopaki jechali do Dubrownika na wczasy z last minute i zahaczyli o Słowenię w towarzyskim meczu, żeby sprawdzić nowe korki. Trener powinien też mieć honor i jeśli widzi co się dzieje powinien przeprosić, pożegnać się grzecznie i iść na zasłużoną emeryturę. Ciekawe dlaczego w taki, a nie inny sposób została skonstruowana umowa z trenerem, nie ma konkretnych kryteriów, celów, które byłyby motywacją do działania i stawiała warunki trenerowi. Krótko zwięźle i na temat; przypomina mi to przewodnika na wycieczce, który gubi się za drugim zakrętem ulicy i myli autobusy udając, że wszystko jest ok. Dramat bo takiej słabej grupy szybko nie będzie i chyba nie prędko zobaczymy szanse na to, co w Polsce budowało lata patriotyzm, postawy sportowe i było, jest chlubą narodu. Dziś wypadałoby przenieść zainteresowania na koszykówkę, ale to nie sztuka. Prawdziwy kibic będzie cierpiał bo nie wyrzeknie się swojej ulubionej dyscypliny. Oby serca wytrzymały.
Co do piłkarzy to polecam; dojechać na ten Dubrownik, odpocząć, strajkować aż do zmiany trenera, obejrzeć jakiś Polski „Braveheart”, wypłakać się bliskiej osobie na ramieniu, mieć kilka zajęć z psychologiem sportu i zacząć wszystko od nowa, wziąwszy za przykład KS Pcimiankę (Beniaminka 6 ligi – lidera tabeli).
Wspomniałem o tych dobrych stronach, można by pomyśleć, że to tajny plan PZPNu walki z kryzysem. Otóż; przegrywamy mecze, oszczędzamy, oszczędzamy… kupę kasy bo nie jedziemy na mistrzostwa do RPA (dla niewtajemniczonych gospodyń – to państwo w Afryce, organizator przyszłych mistrzostw świata w piłce nożnej). Drugi plus, sponsorzy zaoszczędzone pieniądze na piłce nożnej wydadzą na koszykówkę. No i najważniejsze, będą extra premie dla zarządu i działaczy z PZPN. Leo uciekł przed kryzysem do Polski i czuję się dobrze, bo dobrze płacą i nie zwalniają. Po czwarte zaoszczędzimy nerwów w związku z meczami reprezentacji w RPA, a kasa z biletów wstępu zostanie w kieszeni!,
tylko Słoni żal…..
Ech Kaziu… obyś tego kanału nie oglądał.
Był sobie Generał.
środa, 2 Wrzesień 2009Epizod który nie dawno miał miejsce z dymisją generała Skrzypczaka za krytyczną wypowiedź za słabe uzbrojenie Poskich żołnierzy na misjach przypomina mi bohatera romantycznego. Samotna walka w mediach, heroizm w świadomości konsekwencji, miłość do armii i tragedia, jaką jest dymisja dla wojskowego, samotna walka w obronie naszych chłopców na misjach.
W sumie wg mnie miał facet honor lub jaja (jak kto woli) bo nie wierzę, że nie przypuszczał jaki mógł być efekt krytyki i problemy z którymi musieli się sami zmagać, robiąc dobrą minę do złej gry. Kto jak kto, ale wojskowi tak nie mogą ponieważ to nie są politycy, tylko przeważnie odważni ludzie, konkretni, dla których to nie zabawa w chowanego w górach Tora Bora albo postrzelajmy sobie do domków na wzgórzu na „chybił trafił”. Wiedzą dokładnie co robią i gdzie jadą, co świadczy o ich odwadze. Pamiętajmy, że pracują na naszą opinię, patriotyzm oraz są przedstawicielami naszego oręża, które ma piękne tradycje w historii Polski. Generał po prostu nie wytrzymał.
Byłem zaskoczony zachowaniem generała, śmiałą wypowiedzią, którą wiadomo odczytano jako krytykę. Wiedział czym ryzykuje, że posypią się gromy, liczył się obudzą, jesli nie prośbami to za sprawą mediów.
Po prostu dmuchana bańka za sprawą generała pękła. Odkręcano sprawę i w mojej opinii próbowano na generała wpłynąć, aby stonował wypowiedź. Pytanie do wszystkich. Czy wolimy gorzką prawdę? Czy słodkie kłamstwo? Facet ma charakter. Po prostu powiedział NIE ze mną ….te numery i podziękował. Nie miał wyjścia, gdyby został musiał by zmienić postawę, a tego nie zrobił. Poświęcił się i tyle, myślę, że jednak liczył na wsparcie kadry, które niestety bezpośrednio nie nadeszło, choć wiele osób wsparło delikatnie opinię generała, zwłaszcza osób prywatnych. Sięgnął po mocne środki wyrazu i za to zapłacił, również swoją decyzją.
Bilans jednak jest dodatni, są deklaracje dozbrojenia naszych wojsk na obczyźnie i być może uratuje to nie jednemu żołnierzowi zdrowie bądź życie. Jednak dlaczego znów robi się to po czyjejś śmierci, medialnej nagonce etc.
Jest przykre jak ktoś (podobno) lubiany idzie do cywila ze stopniem generalskim.
Brak rozsądku czy odwaga? Stawiałbym na odwagę i świadomość konsekwencji wypowiedzi. Celowe działanie dla dobra swoich podwładnych, którzy stawiają zdrowie i życie dla innych, celów Państwowych i nie ukrywajmy finansowych. Honor to już rzadkość i choć generał do końca nie zachował się elegancko wychodząc przed szereg, intuicja podpowiada mi, iż było to jedyne wyjście. Nie koniecznie słuszne, lecz z pewnością skuteczne. Tak czy inaczej, coś drgnęło i z pewnością przyniesie dobre efekty.
Mój znajomy kilka lat temu będąc na misji w Iraku narzekał na brak uzbrojenia i wspominał, że Amerykanie kręcili ze zdumienia głową patrząc na nasze uzbrojenie i pytali;
„…Czy Wy Polacy jesteście tak głupi, czy naprawdę tak odważni…?.” To było pytanie retoryczne i niech lepiej tak zostanie…
szeregowy