Archiwum z Lipiec 2009

Polska „Rosyjska Ruletka”

piątek, 17 Lipiec 2009

Sam tytuł nasuwa myśl, że chodzi tu o pewne wysokie ryzyko. Chciałbym podzielić się moimi wrażeniami z wakacji, ale nie tylko z pobytu nad samym morzem.

Nastawienie bojowe bo Polskie morze to duma narodowa, historia, ale do finiszu 4 dniowych wakacji jest długa i kręta droga przygód. Mianowicie, żeby zobaczyć morze, z Pcimia trzeba przejechać ok. 700 km tak najprościej licząc. Żeby je pokonać, trzeba przede wszystkim pokonać polskie drogi, które jak wiemy w znikomej części są autostradami i drogami szybkiego ruchu. Pewnie, że każdy przedszkolak o tym wie, nawet Kacper. On już o tym wie, a jeszcze nie prowadzi…

Zaczynamy w Pcimiu. Na początek dobrej zabawy stoimy w koreczku do Krakowa bo wyjeżdżamy w dzień. To jak etap górski; powoli, pod słoneczko, bez klimy. Dojeżdżając do Krakowa czuję się jak w zeszłym roku kiedy dojeżdżałem w Chorwacji do celu. Ze względu na wysoką temperaturę, ale nie ze względu na drogę, bo tam są lepsze, a wojna nie tak dawno się skończyła. Powiedzmy, że wpadamy na płatną A4, płatną pełnowartościowo, a jakże. Jednak za opłatą nie idzie standard autostrady bo znowu są remonty i człowiek się ślimaczy. Czas przejazdu dwa razy dłuższy, ale ulga za remonty się nie należy. Zgodne z prawem, nie zgodne z logiką, cóż z koniem nie można się kopać, przekonał się już jeden ambitny prawnik sądząc się właśnie w tym temacie z właścicielem autostrady, oczywiście przegrywając. Bohater romantyczny; samotna walka, ideały etc., nie te czasy bracie! Jedziemy dalej, trasa na Łódź jest w miarę ok., ale niespodziankami są „ślepe” fotoradary. To jest dopiero „rosyjska ruletka”, zrobi zdjęcie czy nie zrobi? Oto jest pytanie (Szekspir gdyby mieszkał w Polsce tak by pewnie pytał) , człowiek hamuje przed fotoradarem, a inni wymijają z uśmieszkiem na ustach na pełnym gazie. Przy niektórych fotoradarach niektórzy potulnie zwalniają, a przy innych tną ile fabryka dała. Widać po tym kto przyjezdny. Człowiekowi na obcym terenie dochodzi quiz, pstryknęli czy nie pstryknęli, tylko, że tu się ewentualnie przegrywa. Niestety gdyby przy każdym zwalniać, to do Gdańska jechałoby się dwa razy dłużej. Najgorsze jest to, że takie hamowanie powoduje zagrożenie ruchu drogowego bo niektórzy zaskoczeni, rozpędzenie kierowcy (nad morze) hamują, aż zalatuje gumą. Po drodze wymyśliłem pewne rozwiązanie i zarazem pomysł dla Policji z czystego egoizmu, aby zaoszczędzić na nerwach i skupić się na jeździe zamiast na fotoradarach o mandatach już nie wspominając. Mianowicie gdyby tak Policja podjęła kredyt i zainwestowała we wszystkie fotoradary – atrapy, tak jak się należy, to pewne rzeczy byłyby proste; każdy miałby pewność, że jak jest fotoradar, to za przekroczenie prędkości zapłaci mandat, po drugie mniej stresu, po trzecie mniej wypadków, bo wiadomo że jest fotoradar. Po czwarte Policja nie musiałaby łapać na ręczny pistolet w odległości kilkunastu metrów od fotoradarów, jak to było po drodze do Gdańska, po piąte każdy mandat pozyskany z kredytowanych fotoradarów , spłacał by kredyt, zamiast tego, dziś niektórzy śmigają koło atrap grubo ponad setkę i się śmieją, a łamią prawo i nic za to nie płacą. Tylko kto da kredyt?
Cóż po trzeciej kontroli i jednym mandacie za Łodzią zastanawiałem się czy dojadę do Gdańska i wrócę do Pcimia z prawem jazdy. Poczułem miasto Policyjne i oddech stróżów prawa na plecach, tu też była adrenalina, ale były też sympatyczne sytuacje.
Kolejne atrakcje to oczywiście drogi i oznakowania, objazdy. Człowiek jak musi sobie poradzić jakoś, to sobie po prostu radzi. Dziury na drogach były przeróżne, oddają z pewnością różnorodność krajobrazową naszego pięknego kraju. Kilka razy o mało nie straciłem podwozia, kół nie pogubiłem, ale po drodze wymyśliłem świetną grę komputerową, która na pewno byłaby bestsellerem. Otóż gra polega na tym, że kierujący na drodze gubi koła, łapie gumę, szuka warsztatu, pojazdem musi omijać dziury, mniejsze, większe, szerokie wąskie, które pojawiają się jak duchy. Taka zręcznościowa gra, tylko, że na komputerze, a nie naprawdę. Mało tego, można by takie odcinki wprowadzać do komputera, ćwiczyć na grze, a później ruszać w trasę z zmysłem i sprawnością Roberta Kubicy pokonywać te odcinki. Wtedy nie trzeba by było spieszyć się z łataniem dziur na wiosnę, gorzej z aktualizacjami gier. Punktacja w grze oczywiście za czas przejazdu, pomysł i niskie usterki. Gdyby tak jeszcze zrobić symulator tej gry, to szkoły jazdy miały by o połowę mniej pracy. Ale najbardziej mrożące krew w żyłach jest wyprzedzanie na drogach krajowych, ach ta myśl zdąże czy nie zdąże na trzeciego, wpłaciłem ratę za ubezpieczenie na życie czy nie?
Zanim się dojedzie do Gdańska trzeba podjąć się kilkanaście razy wyprzedzania w takich warunkach, a jakie atrakcje podczas wyprzedzania, to czasem szkoda pisać. Każdy kierowca przyzna, że nie raz się spocił przy takich manewrach. Te atrakcje są w kraju gratis. No jeśli ktoś chce jechać za ciągnikiem przez dłuższy czas to może, ale to jest też stresujące. Mogę śmiało napisać, że mi się udało, ale nie podczas wyprzedzania, tylko kiedy roześmiana pani centralnie pakowała się w mój prawy bok.

No i jest morze ukochane po 9 godz. jazdy. Hm…cudownie, tylko jakoś zimno. Cóż, nie jestem szczęściarzem wiec 14 stopni oraz 3 dni deszczowe na 4 wszystkich hartuje człowiekowi charakter i zaczyna się praca nad emocjami. Cóż zawsze można pozwiedzać, a jest co. Nie mogę zrozumieć jednak jednej rzeczy, a mianowicie dodatkowej opłaty za ubikację w niektórych restauracjach i barach, których byłem klientem. Jest to po prostu głupie bo uzasadnienie ekonomiczne jest po prostu śmieszne. Kiedy skończy się takie myślenie?
Taką przykrą promocję za granicą i w Polsce mamy zagwarantowaną gratis. To jak z świetną organizacją grilla ze spaloną kiełbasą.
Cóż, może i morze jest fajne, ale pogoda to też ruletka. Człowiek pół wieczoru marzy o słońcu, którego na południu jest mnóstwo i ceny nie odbiegają, nawet jest taniej, a tu pogoda barowa. Patriotyzm ma swoją cenę panie Jacku, ale tak trzeba, powtarzam sobie.
Patriotyzm, patriotyzmem, ale już Was górale za tą ubikację w restauracji podliczą w Zakopanym…

Reasumując w Polsce przygód nie brakuje, jedno jest pewne, jest to tak niepowtarzalny kraj i czasem tak niezrozumiały, że to już gruba atrakcja, a gdzie zabytki, ciekawi ludzie…
Podczas powrotu, wspominając miło wyjazd i wujka Władka, myślę, że każdy Polak zanim wyruszy na podbój południa Europy powinien pobyć nad Polskim morzem, poczuć historię Pomorza.
Pomimo „polskiej ruletki”, prawa jazdy nie zabrali, kół nie pogubiłem, był dzień pogody i statystycznie odbierałem mniej telefonów niż zwykle. Nie ma co narzekać, Pomorze jak i plaże są wyjątkowe, a rzeczywistość sami kreujemy więc róbmy to mądrze i przyszłościowo. Cały kraj jest piękny i ciekawy, a słowa Andrzeja Jędryska – kapelmistrza orkiestry z Skomielnej Czarnej i Bogdanówki niech będą przesłaniem 
–„ Najważniejsze żebyśmy tylko zdrowi byli…”