Polska Droga Krzyżowa, XV stacja – Pałac Prezydencki

6 Wrzesień 2010

Każdy kraj ma swoje atrakcje turystyczne więc my nie możemy być gorsi. Kraje prześcigają się w pomysłach jak przyciągnąć turystów czymś oryginalnym. Jedni robią największa pizze, inni budują plaże w miastach, jeszcze inni… No właśnie.

My Polacy wysuwamy się na czołówki mediów w promocji kraju, z tym, że w dość niekonwencjonalny sposób. Górować zaczyna turystyka sakralno-żenująca. Potrafimy z niczego zrobić coś, podstwę ekonomiczną to z pewnością ma, ze względu na niskie koszty inwestycji.  Pytanie tylko jakie są tego efekty oraz różnego typu bilanse.
Oczywiście tematem jest obecność Krzyża pod Pałacem Prezydenckim, który powinien ludzi jednoczyć, a znów podzielił, podobnie jak ostatnio Wawel i nie o czekoladki
Miałem taką przypadkową (jak zwykle) okazję być „pod Krzyżem” i w odległości 15 m od nowej tablicy przed pałacem upamiętniającej tragedię.  Ot taka atrakcja, trzeba zobaczyć pomyślałem, miałem „farta” bo w dodatku byłem naocznym świadkiem chwili, jak facet rzuca fekaliami w tablicę i całą resztę szopki. Gdybym wtedy nie ustalał z żoną zakupów przez telefon, być może miałbym dość popularny film dokumentalny zrobiony komórką z całego zajścia. Tylko ten kolor brązowy był jakoś dziwny. Tak czy inaczej czułem się jak w cyrku bo już nikogo nie interesowała z publiczności sprawa Krzyża, tylko słychać było chichot i szyderczy ton całej sprawy lokalnych przechodniów, turystów, którzy stanowili 90% tłumu z aparatami w ręku.
Ot taka nowa Polska atrakcja turystyczna, szkoda, że przykra i związana z symbolem naszej wiary. Mamy tyle Krzyży w Polsce, że czy on będzie stał tu, czy tam to naprawdę sprawa drugoplanowa.
Tak wielu ludzi mówiło w tłumie i ja też się z tym zgadzam.
Z mojego punktu widzenia, to przykre, że tyle czasu poświęca się sprawie, która jest podgrzewana przez pewne środowiska i marnotrawiony cenny czas ludzi, medialny, mentalny i wprowadzany chaos, który nic dobrego nie wróży.
Zawsze mama mówiła; …synu, Bóg jest wszędzie, ale do Kościoła idziemy się pomodlić bo tam jest Jego dom… Ale (niektórzy), muszą być oryginalni, dumni, pokazać innym, że „My” wam pokażemy kto tu rządzi i basta! No tak, skoro jest Palma w Warszawie na rondzie, to czemu nie można zostawić małego drewnianego, spontanicznie postawionego Krzyża przed pałacem i zostawić.
Tak patrząc ekonomicznie, to w Centrum Opatrzności chyba przeciągi są, bo miał być drugi Licheń, a jakoś tak pustawo. Jak tak dalej pójdzie to pobliskie markety zaczną padać. Tak sobie myślę, że gdyby stacje TV oddały czas reklamowy równy relacjom wydarzeń spod Krzyża + równowartość rachunków  miasta stołecznego Warszawy za straż miejską i inne wydatki, związane z całym przedstawieniem, to chyba powodzianie mieli by z głowy remonty.
No to w takim razie mój postulat; skoro Krzyż może stać tam, gdzie garstce podsycanych ludzi się to podoba, to ja poproszę o umożliwienie zrobienia kawiarni na cmentarzach, zwłaszcza w Dzień Wszystkich Świętych bo czasem jest bardzo zimno i taka kawa postawiła by na nogi wiele osób. A co!
Przykre jest dla mnie to, że Kościół mocno się angażuje w politykę zwłaszcza przed wyborami z ambony i raz po raz, a jak przyjdzie powiedzieć mocne słowa i opowiedzieć się, to nie ma komu bo po co się narażać jednej czy drugiej stronie.  Wtedy jakaś taka „bezwładność ogarnia ”.  A może by tak coś o pojednaniu do ludzi?  Więcej wiary! A jak ktoś zacznie bawić się w politykę to musi się liczyć z konsekwencjami.  Nie chodźcie tą drogą! Cóż kijem wody nie zawrócę, ale swoje poglądy i zdrowy rozsądek mam. Do Kościoła chodzę, ale porządek musi być. 30 lat plonów demokracji, to Se napisze co będę chciał, bo tak myślę.
Podobno „w Krzyżu Zbawienie”, a jak widać na razie mamy „drogę przez mękę”.

Ludzie z „Ja” bez „Ja”

14 Czerwiec 2010
Temat który dawno chciałem poruszyć to ludzie, którzy zatracili, dosłownie sprzedali bądź nie odkryli swojego „ja”.  Dotyczy to eksponowania, wyrażania swoich opinii, zachowania, postaw, która wynika ze zdrowego rozsądku, systemu wartości, intuicji, ale i z uwarunkowań społecznych, politycznych, które mogą mieć ogromny wpływ na budowanie przyszłości naszego kraju oraz pokoleń. W imię zasady, że nic się nie dzieje bez celu i wszystko ma sens, każda postawa ma znaczenie. Problem polega na tym, że konsekwencje niektórych zachowań i działań mogą mieć destrukcyjny wpływ na naszą psychikę i koleje losu. Świadomych negatywnych zachowań dodam dla jasności. Dlaczego tak się dzieje i kiedy?
Jak zwykle w centrum wszystkiego jest człowiek, który kształtuje rzeczywistość, a raczej ich mała część (wg mojej opinii). Dlaczego mała? Ano dlatego, że wielu ludzi nie angażuje się bezpośrednio czy pośrednio w tworzenie historii, nawet lokalnej, a często ma duże pretensje bądź wymagania.
Demokracja zjadana przez apodyktyczne działania, rządze, które stoją ponad wartościami i rekompensowaniu niedowartościowania w polityce i wiele innych wynaturzeń są groźne dla demokracji i czynnego udziału w życiu publicznych w najmniejszym jego aspekcie, jak choćby wyrażenie swojej opinii na zebraniu wiejskim. Niestety proces się pogłębia i stwarza zagrożenia, których gołym okiem nie widać. Ludzie rozsądni, zrażeni do powielających się negatywnych postaw unikają brania czynnego udziału w życiu publicznym, bo po co? Często są to społecznicy, którym dziękuje się za pracę pomówieniami i innymi, w odróżnieniu do urzędników, których Państwowa posada służy do dorobku i trampoliny politycznej. Brak wyrażania swoich poglądów często krytycznych powoduje, że słyszymy to, co chcemy słyszeć, jeśli mamy więcej oleju w głowie i widzimy, że nie tędy droga to wycofujemy się z życia publicznego, na arenie której często zostają ludzie słabi, wykorzystując do swoich własnych interesów ludzi jeszcze słabszych, grając na ich potrzebach dóbr doczesnych, wytworzeniu strachu i zniekształcaniu rzeczywistości w postaci wykorzystywania technik do tego stworzonych; od mediów począwszy, marketing politycznych, aż po czułe uściski, mając w głowie i planach zupełnie co innego. To wszystko w pięknym zapakowanym towarze o nazwie „Polska” i pojęcia patriotyzm, którego dochodzi do nagminnego nadużycia na potrzeby własne.
Każdy ma prawo głosu i nikt nie może zabronić nikomu wyrażania swoich poglądów, podstawa demokracji. Dziwna zaczyna być ta demokracja, kiedy człowiek mówi jedno, a robi co innego. Wtedy widać gołym okiem, że na wielu ludziach są wręcz wymuszane zachowania niepożądane bądź pod naciskami, niezgodne z tym co dyktuje rozum i sumienie. Jest kilka pytań dlaczego? Czy jest głupi? Czy się boi? Czy jest wprowadzany błąd celowo? Czy tkwi w chorym układzie z którego nie ma wyjścia? Pytanie gdzie jest patriotyzm, zdrowy rozsądek i …sumienie. Układ, strach, dobra przeminą, zostanie teczka, sumienie i owoce takich postaw, a tu się nie da zrobić „delate”.
Można oszukiwać innych, ale nie da się oszukać samego siebie. Ile można tkwić w takim psychicznym bagnie?
Człowiek, który nie ma swojego „Ja”, albo jest ono stłumione w jakikolwiek sposób jest po prostu słaby. Pytanie dlaczego? Żeby zacząć chodzić nie wystarczy po upadku wstać z ziemi, ale zacząć poruszać nogami i to w dobrym kierunku. Tak też jest z nami. Żeby człowiek mógł być sobą, musi mieć odwagę, żeby mieć „ja” (niektórzy na to mówią jaja), musi przede wszystkim myśleć i robić to co się myśli i dyktuje rozum, a nie wypada bądź się musi. Poczucie wartości wtedy jest wysokie, a  resztę zostawiam sumieniu i opatrzności Bożej, w która bardzo wierzę, podobnie jak Boską ocenę naszych uczynków. Wierzę, że twoje „Ja” pójdzie za prawdą, a to co masz w spodniach podpowie Twojemu rozumowi kim jesteś. Czasem spotkałem się z ludźmi skromnymi, którzy mówili; Jestem dziadem, ale honorowym! Oni mówili prawdę, zdobyli szacunek, mieli „Ja” i honor, a TY je masz?
Temat który dawno chciałem poruszyć to ludzie, którzy zatracili dosłownie, sprzedali bądź nie odkryli swojego „ja”.  To “Ja” dotyczy eksponowania, wyrażania swoich opinii, zachowania, postaw, która wynika ze zdrowego rozsądku, systemu wartości, intuicji, ale i z uwarunkowań społecznych, politycznych, mogących mieć ogromny wpływ na budowanie przyszłości naszego kraju oraz pokoleń. W imię zasady, że nic się nie dzieje bez celu i wszystko ma sens, każda postawa ma znaczenie. Problem polega na tym, że konsekwencje niektórych zachowań i działań mogą mieć destrukcyjny wpływ na naszą psychikę i koleje losu. Świadomych, negatywnych zachowań dodam dla jasności. Dlaczego tak się dzieje i kiedy?
Jak zwykle w centrum wszystkiego jest człowiek, który kształtuje rzeczywistość, a raczej ich mała część (wg mojej opinii). Dlaczego mała? Ano dlatego, że wielu ludzi nie angażuje się bezpośrednio czy pośrednio w tworzenie historii, nawet lokalnej, a często ma duże pretensje bądź wymagania. Innym powodem to po prostu brak zainteresowania.
Demokracja zjadana przez apodyktyczne działania, rządze, które stoją ponad wartościami i rekompensowaniu niedowartościowania polityką i wiele innych wynaturzeń są groźne dla demokracji oraz czynnego udziału w życiu publicznym, w najmniejszym jego aspekcie, jak choćby wyrażenie swojej opinii na zebraniu wiejskim. Niestety proces się pogłębia i stwarza zagrożenia, których gołym okiem nie widać. Ludzie rozsądni, zrażeni do powielających się negatywnych postaw unikają brania czynnego udziału w życiu publicznym, bo po co? Często są to społecznicy, którym dziękuje się za pracę pomówieniami, w odróżnieniu do urzędników, których Państwowa posada służy do dorobku i trampoliny politycznej. Brak wyrażania swoich poglądów często krytycznych powoduje, że słyszymy to, co chcemy słyszeć, jeśli mamy więcej oleju w głowie i widzimy, że nie tędy droga to wycofujemy się z życia publicznego, na arenie której często zostają ludzie słabi, wykorzystując do swoich własnych interesów ludzi jeszcze słabszych, grając na ich potrzebach dóbr doczesnych, wytworzeniu strachu i zniekształcaniu rzeczywistości w postaci wykorzystywania technik do tego stworzonych; od mediów począwszy, marketing politycznych, aż po czułe uściski, mając w głowie i planach zupełnie co innego. To wszystko w pięknym zapakowanym towarze o nazwie „Polska” i pojęcia Patriotyzm, którego dochodzi do nagminnego nadużycia na potrzeby własne.
Każdy ma prawo głosu i nikt nie może zabronić nikomu wyrażania swoich poglądów, podstawa demokracji. Dziwna zaczyna być ta demokracja, kiedy człowiek mówi jedno, a robi co innego. Wtedy widać gołym okiem, że na wielu ludziach są wręcz wymuszane zachowania niepożądane bądź pod naciskami, niezgodne z tym co dyktuje rozum i sumienie. Jest kilka pytań dlaczego? Czy jest głupi? Czy się boi? Czy jest wprowadzany błąd celowo? Czy tkwi w chorym układzie z którego nie ma wyjścia? Pytanie, gdzie jest patriotyzm, zdrowy rozsądek i …sumienie. Układ, strach, dobra przeminą, zostanie teczka, sumienie i owoce takich postaw, a tu się nie da zrobić „delate”.
Można oszukiwać innych, ale nie da się oszukać samego siebie. Ile można tkwić w takim psychicznym bagnie?
Człowiek, który nie ma swojego „Ja” albo jest ono stłumione w jakikolwiek sposób, jest po prostu słaby. Nie musi tak jednak być bo to zależy tylko od nas samych.  Żeby zacząć chodzić nie wystarczy po upadku wstać z ziemi, ale zacząć poruszać nogami i to w dobrym kierunku. Tak też jest z nami. Żeby człowiek mógł być sobą, musi mieć odwagę, żeby mieć „ja” (niektórzy na to mówią jaja), musi przede wszystkim myśleć, robić to co się myśli i mieć ukształtowany system wartości. Wtedy poczucie wartości jest wysokie, a  resztę zostawiam sumieniu i opatrzności Bożej, w która bardzo wierzę, podobnie jak Boską ocenę naszych uczynków. Wierzę, że „Ja”, którego  fundamentem jest prawda określa osobowość człowieka i odpowiada na pytanie “kim jestem?” Czasem spotkałem się z ludźmi skromnymi, którzy mówili; Jestem dziadem, ale honorowym! Oni mówili prawdę, zdobyli szacunek, mieli „Ja” i honor, a TY je masz?

Takiego wała!

26 Maj 2010

Coś ostatnio nam się nie powodzi. Katastrofa lotnicza, powódź, a niektórzy kibice dorzucają i główkę Jopa. Nie ma co, los nas Polaków ostatnio nie rozpieszcza. Testuje, upomina i jak mówi nie jedna babcia; …karze za pychę. Ja tam zwalam na wulkan, jest daleko i nie odpyskuje. Zawsze można zwalić też na deszcz. Przewalone jednym słowem.

Kolejna powódź dała do zrozumienia wielu ludziom, że rozsądek i bezpieczeństwo powinny brać górę nad rzeczami drugiej kategorii i dobrami doczesnymi. Ktoś tu coś zawalił. Z powodzią jest wiele związanych ciekawych powiedzonek jak np. „Robienie wałów”. Może to mieć różnorakie znaczenie i niekoniecznie kojarzyć się z wielką wodą, ale może mieć ogromne znaczenie w przyszłości i konfrontacji z wielką wodą. Poza tym być tak częstym zjawiskiem jak deszcz.
Jednak jest coś gorszego niż robienie wałów. Jest to robienie wała z kogoś przy robieniu wałów. Ooo, to już poważna sprawa, bo to może skończyć się już poważnym wtopieniem. Wtopić można też wtedy, kiedy przy „robieniu wałów” na śliskim gruncie z kimś bliskim, skacze się i pływa się po głębokiej wodzie. Wtedy  trzeba bardzo uważać bo „tonący brzytwy się chwyta”, a może i pod wodę wciągnąć. Można się wodą zachłysnąć. Po czymś takim można zostać obrzuconym błotem, a nawet przymulonym na lata. Wtedy zaczyna grunt usuwać  się spod nóg, pół biedy kiedy człowiekowi ma kto rękę podać i uda się uniknąć bagna. Nie wolno “robić wałów” jak się jest zalanym, bo rozmywa się rzeczywistość i traci przezroczystość sprawy. Mój znajomy był tak zalany podczas powodzi, że trzeźwiał dwa dni. Po prostu nawalił. Mówił, że chciał się odkazić bo w kranie brudna woda szła. To nie przelewki.
Przewalone, jednym słowem, jedni „robią wały, a inni bronią wałów i dobytku”. Takie życie. Na pocieszenie dodam, że „Co cię nie zabiję, to cię wzmocni!”. Nie damy się hej! Takiego wała!

Niechciane dzieci.

12 Maj 2010
Od ostatniego wpisu trochę się zmieniło, ale czy na lepsze? Niestety nie. To moje osobiste zdanie i tyle.
Sprawa która mnie ostatnio nie tyle zbulwersowała co zasmuciła to ilość porzuceń niechcianych dzieci. Tylko na przestrzeni kilku tygodni media podały kilka przypadków. Najbardziej smutny chyba pogrzeb 1,5 rocznego chłopca, który został znaleziony w jeziorze koło Cieszyna, później chłopiec porzucony w parku z kilkoma słodyczami znaleziony przez rowerzystę, aż wreszcie noworodek – wcześniak w reklamówce na którymś z lotnisk. To zapewne nie wszystkie przypadki. To dramat naszego społeczeństwa, patologia, ale przede wszystkim problem, któremu trzeba przeciwdziałać.
Jestem w stanie zrozumieć patologię, o ile ją można zrozumieć, ale jako „nowy” ojciec nie mogę zrozumieć dlaczego w taki sposób człowiek może pozbywać się „kawałka siebie”. Jeśli kogoś nie chcę, to wcale nie muszę postępować w ten sposób. Wiem jak niektórzy ludzie bardzo starają się o dzieci i nie mogą ich mieć, a niektórzy ten dar tak nikczemnie traktują.
Najgorsze jest to, że przypadki się mnożą. Byłem kiedyś wolontariuszem w domu dziecka i było to ogromne przeżycie mentalne, osobiste. Dzieci które nikomu nic nie wyrządziły, bezbronne, znalazły się tam odcięte od  rodziców z różnych powodów. Wiele z dzieci nie cieszyły nowe zabawki, pyszne batoniki, gry etc. Niektóre cały czas czekały na rodziców i to było dla nich najważniejsze. Każdy przejaw uczucia dla tych dzieci był dla nich wspaniały, ale nic nie zastępowało nawet krótkiego kontaktu z rodzicem, nawet tym dotkniętym choroba alkoholową, czy nawet przeszłością kryminalną.
Najgorsze jest to, że dzieciom tym przykleja się łatkę kryminalistów, trudnych, etc. Tylko ze względu na to gdzie się znalazły, a nie kim są. Oczywiście, że zdarzały się trudne dzieci i młodzież, ale mnóstwo dzieciaków jest fantastycznych, których start w dorosłe życie jest dużo trudniejszy. W szkołach często są dziećmi drugiej kategorii w oczach rówieśników, a bywa, że nawet nauczycieli.
Tak czasem jest, że nie doceniamy tego co mamy albo doceniamy kiedy już tracimy. Dzieci podobno to najlepsza inwestycja (kuzyn twierdzi, że najdroższa, ale to chyba dlatego, ze mocno w nie inwestuje), ale przekonujemy się chyba o tym dopiero kiedy jesteśmy dziadkami i najlepiej kiedy wszyscy przyjeżdżają na wigilię. Wtedy widać sens życia, a o życie tu chodzi, godne życie, zwłaszcza dzieci.
TymoteuszOd ostatniego wpisu trochę się zmieniło, ale czy na lepsze? No jasne, że tak!
Jednak sprawa która mnie ostatnio nie tyle zbulwersowała co przeraziła to ilość porzuceń niechcianych dzieci. Tylko na przestrzeni kilku tygodni media podały kilka przypadków. Najbardziej smutny chyba pogrzeb 1,5 rocznego chłopca, który został znaleziony w jeziorze koło Cieszyna, później chłopiec porzucony w parku z kilkoma słodyczami znaleziony przez rowerzystę, aż wreszcie noworodek – wcześniak w reklamówce na którymś z lotnisk. To zapewne nie wszystkie przypadki. To dramat naszego społeczeństwa, patologia, ale przede wszystkim problem, któremu trzeba przeciwdziałać.
Jestem w stanie zrozumieć patologię, o ile ją można zrozumieć, ale jako „nowy” ojciec nie mogę zrozumieć dlaczego w taki sposób człowiek może pozbywać się „kawałka siebie”. Jeśli kogoś nie chcę, to wcale nie muszę postępować w ten sposób. Wiem jak niektórzy ludzie bardzo starają się o dzieci i nie mogą ich mieć, a niektórzy ten dar tak nikczemnie traktują.
Najgorsze jest to, że przypadki się mnożą. Byłem kiedyś wolontariuszem w domu dziecka i było to ogromne przeżycie mentalne, osobiste. Dzieci które nikomu nic nie wyrządziły, bezbronne, znalazły się tam odcięte od  rodziców z różnych powodów. Wiele z dzieci nie cieszyły nowe zabawki, pyszne batoniki, gry etc. Niektóre cały czas czekały na rodziców i to było dla nich najważniejsze. Każdy przejaw uczucia dla tych dzieci był dla nich wspaniały, ale nic nie zastępowało nawet krótkiego kontaktu z rodzicem, nawet tym dotkniętym choroba alkoholową, czy nawet przeszłością kryminalną.
Najgorsze jest to, że dzieciom tym przykleja się łatkę kryminalistów, trudnych, etc. Tylko ze względu na to gdzie się znalazły, a nie kim są. Oczywiście, że zdarzały się trudne dzieci i młodzież, ale mnóstwo dzieciaków jest fantastycznych, których start w dorosłe życie jest dużo trudniejszy. W szkołach często są dziećmi drugiej kategorii w oczach rówieśników, a bywa, że nawet nauczycieli.
Tak czasem jest, że nie doceniamy tego co mamy albo doceniamy kiedy już tracimy. Dzieci podobno to najlepsza inwestycja (kuzyn twierdzi, że najdroższa, ale to chyba dlatego, ze mocno w nie inwestuje), ale przekonujemy się chyba o tym dopiero kiedy jesteśmy dziadkami i najlepiej kiedy wszyscy przyjeżdżają na wigilię. Wtedy widać sens życia, a o życie tu chodzi, godne życie, zwłaszcza dzieci.

„V Rzeczpospolita”

19 Kwiecień 2010

Czas przez ostatni tydzień zastygł, a historia ruszyła z impetem naprzód. Tak paradoksalnie mógłbym określić to co się dzieje obecnie, z pyłem wulkanicznym w tle.
Można by napisać niejedną książkę o tym co nas dotknęło Polaków, ale pokuszę się o małą refleksję i poniekąd dalszy ciąg wywodu  z poprzedniego wpisu zadając pytanie; co dalej?
Czas na podsumowanie naszych obecnych czasów, spowiedź, rachunek sumienie polityków i każdego Polaka. Czas zrestartować nasze umysłu, pomyśleć o kraju i naszych dzieciach. O dialogu, który ma wzmocnić nasz kraj politycznie, mentalnie i gospodarczo. Jestem pewien, że wstępny egzamin organizacyjny i patriotyczny spełniliśmy. Dlaczego wstępny?  Ano dlatego, że nasz egzamin właściwy zaczął się w poniedziałek po pogrzebie. Zaczął się kolejny poziom, który trzeba przejść i wznieść się na wyższy poziom. Tytuł wpisu nie jest przypadkowy. Musi on znaczyć, że to Nowum, ta V Rzeczpospolita powinna być inna niż wszystkie poprzednie. Do tej pory trochę przypominało mi to organizm, który choruje, jest coraz gorzej i albo wydobrzeje(my) albo… lepiej nie kończyć. Oby nie było nawrotów.
Gdyby zapytać  każdego polityka i człowieka, czego pragnie dla Polski?,  to okaże się, że każdy chce tego samego, tylko idziemy różnymi  drogami. Ważne, aby nie błądzić i nie iść dalszą, wyboistą drogą.
Lekcja patriotyzmu zaliczona, efekty edukacji wkrótce odczujemy na własnej skórze poprzez media. Polskę zobaczył świat i dowiedział się co to Katyń, a przy okazji Wawel – tak upraszczając.
Wśród łez, bólu i refleksji padało wiele słów, ale jeden z najpiękniejszych wywiadów jakie udzielił pewien fotograf (niestety nie pamiętam nazwiska) utkwił mi w pamięci. Porównał on Orła Białego do Polski, który ma dumnie wysoko szybować , widzieć wszystko z daleka i z góry, być symbolem wielkości, siły, a nie pełzać po ziemi. Dosłownie nie jestem w stanie przekazać treści. Przekaz był niesamowity jak wiele innych.
Czy na nowo powiemy; Polska, to brzmi dumnie… zobaczymy. Jedno jest pewne, Polska to my!

Katyń…- Polski koszmar, czy droga do historycznego odrodzenia ?

10 Kwiecień 2010

prezydentOstanie wydarzenia katyńskie z pewnością zapadną nam Polakom głęboko w pamięci. Tragedia ma wymiar nie tylko ludzki, ale przede wszystkim narodowy i mentalny. To co się stało, mogło wydawać się wręcz niemożliwe, czystą fantazją, a jednak. Nie znamy dnia,  godziny ni miejsca.
Chciałbym zwrócić uwagę na aspekt, który schodzi na drugi plan, tj. metafizyczną analogię do tego, co wydarzyło się dokładnie 70 lat temu. Elita Państwa Polskiego ginie ponownie w bezbronny sposób, w tym samym miejscu, to jakby komunikat do świata;…popatrzcie na to miejsce i poznajcie jego historię!
Nie dzieje się nic bez powodu, dla mnie to znak, ofiara złożona z najwyższych dostojników, która powinna zwrócić uwagę Rosji i całego świata, czym dla Polaków jest Katyń. Ofiary katastrofy z prezydentem na czele, nie tylko chciały uczcić pamięć pomordowanych, ale podkreślać  prawdę o historii lasu Katyńskiego, domagając się tym samym historycznego zadośćuczynienia. Miejmy nadzieję, że ta tragedia władzom rosyjskim uświadomi, że Polacy czekają tylko na prawdę i słowo „przepraszamy”. Katastrofa nie jest tylko zwykłym wypadkiem, ale upomnieniem o prawdę, której zacznie sie domagać cały świat. Nikt nie jest rusofobem, prezydent Kaczyński niewątpliwie był promotorem walki o prawdę Katyńską i patriotą, to trzeba mu przyznać. Każdy z nas domaga się prawdy.
Obecna tragedia dla mnie to niewątpliwie ofiara złożona na ołtarzu historii, która ma sens i obnaży prawdę. Starania o utrwalenie  i ocalenie pamięci, wyraz hołdu godności pomordowanych żołnierzy, którzy oddali życie za ojczyznę w roku 1940. nie pójdzie na marne bo świat zacznie pytać dlaczego Katyń? Dlaczego tam lecieli i co było tak ważnego dla Polskiej elity politycznej.
Trzeba tu pochwalić władze rosyjskie, które wykazały dużo zrozumienia i gestów, godnie zachowały się ogłaszając jednodniową żałobę narodową. Rosja się powoli zmienia i to cieszy. Nie mam złudzeń, że to przełom. Czasem tak jest, że tragedie ludzi łączą, nawet tych którzy się różnią. Myślę, że te okoliczności zbliżą Polskę i Rosję, a kolejne miesiące będą coraz cieplejsze w naszych stosunkach. Miejsce i sens tragedii będzie jednoczyć nasze kraje podczas trudnych negocjacji i różnych racji stanu. Trzeba ten czas wykorzystać do budowania mostów, ale to zależy od obu stron.
Śmierć i tak wielka strata elity politycznej w okolicznościach 70 lecia obchodów mordu katyńskiego jest symboliczna, niewątpliwie również znakiem dla nas Polaków, aby w końcu dojrzeć. To nie pierwszy raz wszyscy są razem bez względu na poglądy polityczne, a słowo Kraj, Ojczyzna, Naród wrócił na tapetę. Pytanie na jak długo? Czy zmieni się  Polska? Czy kampania prezydencka będzie inaczej wyglądała. Tego nie wie nikt dzisiaj, ale jedno jest pewne, że to tak naprawdę zależy od nas samych. Nie czekajmy na kolejną tragedię narodową, po prostu zmieniajmy się na lepsze.

Jeden z 38 mln pogrążony

Ślimak czy ryba? Śliski temat w UE.

18 Luty 2010

Na dobrą sprawę można wyrzucić podręczniki  szkolne bo jak mam mojemu ciekawskiemu synowi wytłumaczyć że wg Unii Europejskiej ślimak to ryba, pomimo tak poważnych różnic? No nie dam radę bo syn pomyśli, że albo oszalałem albo nie uczyłem się w szkole. W ostatnim tygodniu wydałem 50 zł na encyklopedie dla dzieci i jak mu wytłumaczę, że to ja mam racje, a nie encyklopedia?
Hm…, mam mu wytłumaczyć procedury UE oraz lobbing Francji? To może oni sami mu to wytłumaczą i to po Polsku, ale co na to inni? Tak poważniej, to są jaja! To piękne jak w imię prawa można zmienić białe w czarne, a czarne w białe. Ciekaw jestem ile te zmiany będą kosztować bo pokusiłbym się o tezę, ze więcej niż ta dotacja, dofinansowanie do francuskich „ryb”, które suną 48 m na godz.
To się nazywa siła przebicia! Albo śliski temat.  Ślimaki wam tego nie zapomną.  A mam na koniec takie małe pytanie, takie maleńkie, jak ślimak. Czy po prostu nie można było po prostu zrobić klauzule, zarządzenie, gwiazdkę, że ślimak jako twór trudno kwalifikujący  się do dofinansowania z mocnymi plecami Francji po prostu zostaje dofinansowany? Mały zapisik, a nie robienie ludziom wody z mózgu, kompromitowanie się i kombinacje alpejskie w iście francuskim stylu, zmieniając formalnie postać rzeczy w tak ważnej instytucji. Cóż, ciekawe kogo teraz będziemy nazywali ślimakiem? Na pewno nie Justynę Kowalczyk i Roberta Kubicę, ale czy Kacper to zrozumie? Hm.

Święta, Święta …, a Karpia głowa ścięta!

7 Styczeń 2010

Kolejny 2009 rok wieńczą  jakże oczekiwane Święta Bożego Narodzenia, sylwester. Nie będę się rozczulał nad bieganiną przedświąteczną bo o tym pisze i mówi się wszędzie. Skupiłbym uwagę na magicznych chwilach świąt, a mam tu na myśli Wigilię i Boże Narodzenie. Żeby jednak poczuć te magię trzeba wyłączyć się z problemów dnia codziennego i oddać refleksji Bożego Narodzenia w otoczeniu najbliższych, sensu Wigilii i bycia razem, którego tak brakuje w dni powszednie. Kiedy człowiek przestanie biegać zamartwiając się czy wystarczy Karpia dla wszystkich, maku do placków, kasy na prezenty i nowych bombek na choinkę, a zacznie nadawać na falach sensu Świąt Bożego Narodzenia, piękna Wigilii, kolęd i ciepła rodzinnego przeniesie się do innego świata, który jest o wiele piękniejszy. To tylko zależy od nas czy potrafimy.
Aby tak było potrzebna jest ; szczypta pokory, 10 chwil refleksji, dobry i uzasadniony humor Bożego Narodzenia, kolęd  szt. kilka, więź rodzinna bez limitu i pamięć o bliskich bez liku. Podobno wydziela się przy tym pamięć o tych, których kochamy, myślimy, a rozpamiętywać się celowo nie staramy.
Tak to jest, że w dzień Wigilii, chcąc nie chcąc, myśli  się o innych i to dobry symptom, bo znaczy to, że „nie myślimy”, a oddajemy się samoistnym refleksjom szukającym swojego miejsca w święta jak nieoczekiwany gość przy wigilijnym stole. Bywa, że niektórzy oprócz zrozumiałej radości dokonują kalkulacji roku, rachunków  sumienia, niektórzy przebaczenia, ale przede wszystkim radości i odrodzenia. O to chyba chodzi w Święta, jeśli tak było to znaczy, że Święta przeżyłeś tak jak należy. Na tym również polega magia Świąt. Innym elementem tej magii jest to, że te kilka dni pozwalają się cieszyć i zauważać drugą osobę, często jej problemy, które wciągu roku giną wśród problemów błahych, stwarzanych świadomie bądź nieświadomie przez nas i nasze środowiska.
Święta to często czas podsumowania całego roku czyli osiągnięć, porażek, błędów, nieporozumień, konfliktów, ale i wyciągania z nich wniosków, możliwości naprawy, inicjatyw, budowania więzi, osobistych i zawodowych sukcesów. Dobrze jest nie tylko wyciągnąć wnioski, ale i coś z nimi zrobić. Tu podpowiem; wdrożyć na Nowym Roku w życie i czekać na efekty. Każdy nowy rok to kolejne wyzwania i niespodzianki, które teoretycznie powinniśmy wzbogacić o stare doświadczenia, aby efekty były lepsze. Nie tyle dla nas samych, co dla najbliższych, środowiska, a w efekcie przynoszących same pozytywy nam samym.
Wykorzystajmy dobrze ten okres bo to czas jak mało który, by uporządkować nie tylko dom, ale wszystko co czujemy, że nie jest tak jak powinno i co nas gryzie. To dobry ku temu czas, choć teoretycznie codziennie  jest to możliwe, lecz to święta są idealnym momentem.
Jest już Nowy Rok 2010 więc życzę wszystkim tradycyjnie zdrowia, sumienia, które mówi; ” tak, to dobra droga”, przyjaciół niekoniecznie wielu, ale za to szczerych, sił by stawiać czoło tam,  gdzie wiadomo, że jest inaczej niż powinno, szczęścia nie tylko głupim, pieniędzy tym którzy w nie wierzą, miłości tym, którzy w nią nie wierzą, radości z błahości, w sklepach niektórym “zeszytu bez limitu”, psom w schronisku dobrych kości, ogólnie radości i z życia przyjemności. Spełnienia marzeń :-) globalnie oraz szczęścia nieoficjalnie.
Dobrze życzący, w ten nowy czas nadchodzący :-) .

*Myślenie w cenie!

26 Listopad 2009

Mój 4,5 letni syn po powrocie do domu z przedszkola oznajmił, że;… Niektórzy jego koledzy są fajni, a niektórzy nie są fajni. Już mi się wyrywało z ust… ”Coś ty się chłopie z Nelly widział…” kiedy jednak ugryzłem się w język i pomyślałem, że nie wypada. Nie dawało mi to jednak spokoju i kołatało po głowie jak posłanka tak zacnego klubu może mieć tok myślenia przedszkolaka albo na odwrót (zobacz wypowiedź  Nelly Rokita w Sejmie). Wolę na odwrót, bo mój syn by urósł do miary posła na sejm, ale co to za miara jak on czasem (coraz częściej) mówi mądrzejsze rzeczy. Refleksja była jeszcze bardziej głębsza bo zacząłem widzieć to czego lepiej nie widzieć, czyli miernoty i poziomu dyskusji-zabierania głosu na mównicy w naszym sejmie 40 milionowego kraju, choć niektórzy się obudzili bo takie żarty nie trafiają się często. Próbowałem zrozumieć  to jako żart, ale ni jak na żart mi to nie pasowało. Załamałem się, mało tego, Bóg też został w to wmieszany.
Krytyki brak słów, Janka żal, bo chłopina pewnie się musiał nasłuchać  tu i ówdzie na ten temat, a do niedawna był na bilboardach Premierem z Krakowa, takie życie, miłość nie wybiera.
Wracając do tytułu. Pięknie i jakże boleśnie, zdradzając jednocześnie swój oręż medialny podsumował społeczeństwo p. Janusz Palikot, wg którego  ok. 5-10 % procent ludzi nie rozumie tego co czyta, podejrzewam, że miał więcej mediów na myśli, dlatego używa tak sugestywnych rekwizytów jak świńska głowa i penis (jak taki cwaniak to mógł swoim wymachiwać) w relacjach z ludźmi.
Szkoda tylko, że tak nisko ocenia ludzi bo ja uważam, że ludzie maja dość rozumu, a przede wszystkim takich polityków, którzy wymachują Bóg wie czym w mediach, robią cyrk i sensacyjkę medialną dla swojej kreacji profanując tak prestiżowe stanowiska w Państwie.
Mała grupka się cieszy. Czy tym odwraca się uwagę publiczną czy nie, tego nie wiem, ale wiem, że poseł ma kasę i czuje się pewny siebie i bawi polityką.  Natomiast proponuje panu Palikotowi  zrobić badanie (uczciwe) opinii publicznej co sądzą ludzie o jego osobie. Może i dobrze by mu zrobiło takie badanie, o ile weźmie je pod uwagę.  Zapewniam, że ludzie nie potrzebują tego typu gadżetów jako form przekazu treści i więcej rozumieją kiedy się do nich mówi ludzkim głosem i do tego prostym, zrozumiałym. Ludziom po prostu nie chce się oglądać takich zachowań bo jest im wstyd za ludzi, którzy ich reprezentują w sejmie, a zachowaniem przypominają panią na biologii lekceważącą uczniów.
Ludzie są mądrzy lub niedoinformowani celowo lub nieumyślnie, bywa że manipulowani (jak mawia moja bardzo uczciwa koleżanka), mają dość robienia z siebie głupków po kolejnych obietnicach bądź sięgając po swoje korzyści dlatego przestają się interesować tym co jest wokół, ze szkodliwością dla swoich środowisk lokalnych.  Jeśli taki  był cel, to przepraszam.
Toteż apeluje o myślenie.  Haczyków, niejasności i innych paskudztw jest pełno tu i ówdzie, ale jedno jest pewne, Bóg podobno obdarzył nas wszystkich rozumem, zwłaszcza te 5-10 % i wolna wolą. Mam wrażenie że wolna wola czasem jest bardziej wykorzystywana niż rozum i jak z tego wynika czasem jest jak jest. Jak powiedzą, że prawie najlepsze na świecie…, to ludzie łykają, jak jest ładnie opakowane to musi być super, jak jest tanie, to musi być do d…., jak mówią w telewizji; to prawda… to musi być prawda.
Trzeba myśleć, gdziekolwiek i kimkolwiek się jest. Czy w sejmie, czy przy rąbaniu drzewa. Obserwować i wnikać. Trzeba myśleć o konsekwencjach tego co się dzieje wokół i kim się jest. Każdy jest wartościowy i każdy może wnieść coś pożytecznego w życie społeczne, pytanie, czy to przemyślane działanie, mądre, odpowiedzialne, czym się kierował, jakich metod używał i jaki to będzie miało efekt końcowy dla innych?
Myślenie zobowiązuje każdego, wcale nie trzeba się zmuszać, wystarczy chwilę się wyciszyć, racjonalnie pomyśleć wg wartości uniwersalnych i spojrzeć na wszystko z różnych punktów widzenia, trochę się zainteresować tym co dzieje się wokół nas.  Wszystko co robimy, robimy dla samych siebie, rodzin i bliskich, swoich społeczności. Myślenie zobowiązuje każdego, bo każdy składa się na społeczeństwo. Nie możemy chodzić na łatwiznę, lekceważyć  i udawać, że nas to i owo nie interesuje bo za jakiś czas zaczynamy narzekać. Zawsze pełnimy jakąś rolę i za wszystko jesteśmy odpowiedzialni indywidualnie bądź zbiorowo.  Nawet nic nie robiąc, jesteśmy odpowiedzialni za stan rzeczy. Bierna postawa nie jest żadnym wyjściem. Myślenie, działalność i odpowiedzialność jest wpisana w nasze życie, jeśli nie dla wymiaru sprawiedliwości, lokalnego środowiska to dla  sumienia i Boga, dlatego nie ma wyjścia.  Nie jest sztuką nic nie robić i narzekać, sztuką jest powiedzieć zrobiłem, próbowałem, zrobiłem co mogłem i nie udawałem, lepiej lub gorzej.  Jak myślałem, pracowałem, kim byłem rozliczy nas najpierw społeczeństwo, a później Ktoś inny, ale na pewno rozliczy…. Jeśli kiedyś przyjdzie nam narzekać na cokolwiek, najpierw zadajmy sobie pytanie co robiłem, gdzie byłem i co mogłem zrobić w tej materii.

*- racjonalne myślenie nie dotyczy stanu permanentnego uniesienia miłosnego i zauroczenia, niemniej jednak nie zwalnia od odpowiedzialności za swoje czyny, w tym ojcostwo.

Polskie odkrycie na skale światową !!!

11 Październik 2009

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami wielkiego odkrycia.  Otóż okazuje się, że odnalazła się Puszka Pandory, której zawartością  jest …bieda! Odkrywcami tego są; Grzegorz Schetyna oraz Mirosław Nowak, którzy przed obradami posiedzenia rządu odkryli to stwierdzając jednoznacznie. Nastąpiło to po jej otwarciu – czyli upublicznieniu przez CBA afery hazardowej.  Jak to bywa z puszką, dzieje się sporo i nie szybko przyjdzie puszkę zamknąć. O ile się znam na medycynie, to pewnie po wyborach „puszka” się sama zamknie.

Po czym poznać, ze idą wybory?, ano po aferach, 3 lata nic szczególnego się nie dzieje, ale jak się  zacznie to już lawinowo i z ofiarami.
…Ktoś już wiedział wcześniej, ale nie powiedział, mógł, ale nie przekazał tej osobie co trzeba, powiedział tyle ile powinien lub chciał i komu chciał. Wiedział jeszcze więcej, ale sobie zostawił. Powinien zrobić inaczej, ale tego nie zrobił, a zrobił ten co wcale nie powinien, a ktoś inny powinien wcześniej zareagować, …ale nie mógł nic zrobić.
I tak dalej.
Tak, zaczynam się martwić, ale przede wszystkim zastanawiać ile naboi komu zostanie (w tej wojnie)
i kto jak długo wytrzyma te walkę, wojnę.  To wiedzą najlepiej tylko politycy. Jeszcze rok czasu, a tu taki „Sajgon Pandory”, z telewizora wynika, ze każdy ma rację bo każdy tak mądrze mówi i taki pewny siebie i swego. Każdy interpretuje prawo po swojemu i traktuje hierarchię dokumentów, procedur, uchwał jak chce.

No tak, a gdzie zwykli ludzie?, ile z tego rozumieją. Czy muszą to znosić? Najgorsze jest to, że ci ludzie się przejmują i znowu nie mają ochoty iść na wybory bo i po co? A tyle roboty w Polsce czeka i niech czeka, robota nie zając, nie ucieknie.
Jeszcze jak słyszymy, że walczą Polacy z Polakami i jest wojna Polsko-Polska to już dopiero. Takiego natłoku informacji w tych samych sprawach nie było od dawna, a ludzki (Polski) mózg nie jest jeszcze gotowy na taką intensywność myślenia, tym bardziej, że normalni ludzie myślą logicznie. A trudno jest myśleć logicznie jak ktoś; Mówi o jednym, mając drugie na myśli, a chodzi mu  jeszcze o coś innego.
Idzie się pogubić, kto zaczął?, po co?, jakim prawem i czyim kosztem?
Ludzie już nie wiedzą co mają oglądać, komu wierzyć i co o tym wszystkim myśleć. Słuchając  tego samego z mediów z różnych punktów widzenia można się zrazić i niestety tak się dzieje. A te jak zwykle mając znakomita pożywkę robią  z niej użytek na 100 sposobów.
Cóż pewnie za rok znajdą się cudowne lekarstwa w postaci obiecanek i kiełbasek przedwyborczych,
a my jak zwykle to wszystko łykniemy.
Tak się zastanawiam, ile jeszcze afer jest w zanadrzu bo do wyborów rok czasu i kto to wytrzyma, a stawka wysoka jak stołki i ich możliwości. Dobrze, że siatkarze wygrali miesiąc temu, a nie teraz, bo nikt by prawie nie zauważył ich sukcesu. Skorzystają też piłkarze bo nikt się już nie będzie rozczulał nad porażką kwalifikacji do mś w RPA.

Czeka nas ciężki rok. Jak tak dalej pójdzie to włączymy telewizor, a tu; „Złotohazardowi”,  filmy z cyklu „Jednoręki bandyta”, Porady pani Celi z celi; „Jak okradać nie będąc okradanym” Teleturniej „Miliard w gotówce”  bądź „Taniec z Gwiazdami Przekrętu”, program dla majsterkowiczów „Przekręć to sam”., a w muzycznych stacjach przebojem stanie się cover „Nie mogę Ci wiele dać, bo sam niewiele mam”

Wszystkim politykom polecam jesienne spacery po górach, tym najbardziej energicznym  rąbanie drwa na opał i dużo zdrowia emocjonalnego, dystansu i zdrowego rozsadku do tego co się dzieje wokół. Na deser proponuje uczciwą ankietę wśród przeciętnych ludzi na ulicy „Co o tym myślą”, to może być kwaśny deser, ale za to prawdziwy i uczciwy.